Mallorca

Z dziennika początkującej triathlonistki...

Triathlon to połączenie trzech wymagających dyscyplin w jedne zawody - najpierw płyniesz (w jeziorze, morzu lub innej (zwykle mało komfortowej) wodzie otwartej). Poźniej wsiadasz na rower szosowy i kręcisz ile sił w nogach. Potem zsiadasz z roweru i biegniesz (i nawet jeśli bieganie zawsze było dla Ciebie sprawą raczej prostą tutaj już takie nie jest, bo przecież czujesz poprzednie dyscypliny- w nogach i w całym ciele :))). Na końcu czeka Cię jednak WIELKA SATYSFAKCJA. Większa niż na bieganiu. Słowo. Tak przynajmniej odbieram to ja - biegaczka z 18-o letnim doświadczeniem w przemierzaniu różnych ścieżek i asfaltów w butach biegowych, 10-o krotna maratonka, ultramaratonka i trenerka

 dzienniktri1

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mi, że zacznę startować w triathlonach naprawdę bym nie uwierzyła mimo, że miałam kilkoro znajomych zajmujących się tym sportem. Podziwiałam ich i to by było na tyle. Biegałam od szkoły średniej, bywało, że się ścigałam; zdarzyło mi się nawet napisać książkę o bieganiu. Ale pływanie i rower? Na basen chodziłam regularnie tylko jakiś czas i to tylko dlatego, że dopadła mnie paskudna przepuklina kręgosłupa. Na rower wsiadałam raz na rok (no może góra dwa) i pokonywałam na nim nie więcej niż z 25 kilometrów. Na „górskim” rowerze, rocznik mniej więcej 90y. Możecie sobie dopowiedzieć resztę. 

 

Triathlon pojawił się w moim życiu dość niespodziewanie wraz z końcem mojego związku małżeńskiego, w którym to ja byłam rozbiegana, rozpędzona i sportowa a mąż spędzał czas w pieleszach domowych. Nie trzeba wnikać w szczegóły żeby zauważyć, że już na pierwszy rzut oka to nie miało szansy powodzenia w perspektywie tak długiej jak „całe życie”... 

 Mój obecny Mężczyzna jest natomiast triathlonistą. Jakkolwiek trywialnie to brzmi to On zaraził mnie triathlonem. Zaczęło się całkiem niewinnie od kibicowania grupie znajomych. Aż nagle zapragnęłam tam być - spróbować, przeżyć, doświadczyć. Długo nie myśląc (i nie trenując) zapisałam się na najbliższe zawody TRI - przepłynęłam „żabą”, przejechałam na tym starym rowerze górskim (z popsutymi przerzutkami) i przebiegłam. No i wsiąkłam. Spodobało mi się od pierwszego razu. Bo było inne, ciekawsze niż bieganie, kompletnie nieprzewidywalne i wymagało ode mnie dużo więcej wysiłku. A ja naprawdę lubię wyzwania. dzienniktri2

 

Po półtora roku mam za sobą 4 starty w triathlonach: 1/8 Ironmana, dwie 1/4 Ironmana i… 1/2 Ironmana w Gdyni, która jest jedną z (jeśli nie najbardziej) prestiżowych imprez triathlonowych w Polsce. Gdzieś z tyłu głowy już kiełkuje mi myśl o pełnym Ironmanie i tak jak kiedyś marzyłam o przebiegnięciu maratonu w Nowym Jorku (zrobiłam to w 2016 roku) tak teraz odważnie marzę o Ironmanie na Hawajach. Kiedyś. Bo póki co planuję jednak krótsze dystanse triathlonowe i trening, bo to on sprawia mi najwięcej frajdy! 

 

Trening do triathlonu jest z jednej strony bardzo wymagający. Z drugiej strony daje się wkomponować w zajęty grafik całkiem dobrze - pod warunkiem, że jest się zdeterminowanym i elastycznym (i nie - nie chodzi mi tu o stopień umiejętności w stretchingu :)) 

Mój trening zimowy wygląda mniej więcej tak: biegam 3 razy w tygodniu (rzadko 4), jeżdżę 2 (czasem, ale rzadko 3) razy w tygodniu (chciałabym więcej, ale brakuje już na to czasu lub sił (bo czas na rower mam wieczorami kiedy moje dziecko już pójdzie spać - wtedy ja wsiadam na trenażer i pedałuję). Pływam raz w tygodniu (z trenerem) i przynajmniej raz jestem na siłowni i robię trening ogólnorozwojowy. Często robię dodatkowo ćwiczenia ogólnorozwojowe ponieważ prowadzę treningi i zdarza się, że z niektórymi klientami ćwiczę. Wiosną planuję zwiększyć ilość treningów rowerowych - kiedy dni będą dłuższe jest to bardziej wykonalne. 

 

Czasami ludzie zadają mi pytania KIEDY ja znajduję czas na te wszystkie treningi. Pracuję w kilku miejscach i mam 7-o letnią córkę. Łatwo nie jest, ale CHCIEĆ TO MÓC.

W bagażniku mojego auta zawsze jest torba treningowa - bywa, że wyskakuję zrobić interwały pomiędzy obowiązkami - 40 minut i z głowy - na przykład biegam je podczas lekcji angielskiego mojej córki. Jeżdżę na trenażerze - w tygodniu kiedy moja córa już pójdzie spać (to najtrudniejsze treningi, bo wieczorem doskwiera już zmęczenie) i w soboty rano pedałuję 60-70 minut kiedy Młoda się bawi. Ona lubi ten spokojny weekendowy czas a ja lubię ten czas na trening. Pływam również podczas lekcji pływania mojej córki. Pozostałe treningi robię między obowiązkami  i raz w tygodniu biegam kiedy córką zajmuje się jej tata. Kiedy zdarzą się tygodnie gdy nie mam jak zrobić swojego treningu na sali (życie trenera personalnego rodzi takie paradoksy :)) - ćwiczę w domu. Już w 20 minut czy pół godziny można zrobić sobie wycisk. Warto mieć piłkę szwedzką i matę i już można trenować. 

 dienniktri3

Moje ciało całkiem nieźle radzi sobie z codziennymi treningami. Na początku bywało ciężko, bo zmęczenie dawało się we znaki jednak z czasem… przyzwyczajasz się. Czy jest lżej to nie wiem - raczej nie jest, ale przyzwyczaić się można do tych większych obciążeń, do tego, że zawsze jest się przed, w trakcie lub po treningu. Do tego, że są „zakwasy” i że czuje się niemoc, która często mija wraz z pierwszymi krokami treningowymi. Trzeba się przemóc, trzeba się trochę zmobilizować i ruszyć swoje cztery litery mimo zmęczenia. Ale trzeba też umieć rozpoznać moment, w którym warto zrobić sobie dzień przerwy - to najtrudniejsza sztuka a jednocześnie jest to naprawdę ważne. U mnie taki dzień wypada średnio co 10-14 dni. Albo wtedy kiedy przymusowo trzeba się zatrzymać z powodu nadmiaru obowiązków lub choroby w okresie przeziębień. 

 

Plany na przyszły sezon? Póki co zapisałam się na Sprint Triathlon w Suszu pod koniec czerwca, kiedy to odbywają się tam Mistrzostwa Polski. Prestiżowa impreza i krótki, ale wymagający dystans. Na pewno będą jeszcze wcześniejsze starty - wszystko wskazuje na to, że sezon 2019 zacznie się dla mnie dość wcześnie. Jeszcze nie wiem gdzie mnie poniesie :) Kto chce niech tu zagląda, bo pewnie będę pisać - o treningach, motywacji i przygodach - triathlonowych i nie tylko (bo planuję też start w ultra ;)) 

 

 



Komentarze ()