zyje sie tylko raz

Wszędzie dobrze, tam gdzie nas nie ma...

Tym razem będzie o podróżach. I o tęsknocie o tym, co nam się wydaje... Nie znam wielu osób, którym obojętne są podróże. Większość ogląda piękne zdjęcia z dalekich krajów z westchnieniem "chciałabym/ chciałbym " tam pojechać. Bo na fotografii jest kawałek lazurowego morza, palma lub piękna majestatyczna góra, którą tak cudownie byłoby zdobyć. Więc nic tylko kupić bilet, spakować się i wyruszyć na ten koniec świata zostawiając za sobą ten szaro-bury kraj pełen śmieci, smutnych ludzi i narzekania... 

DSCN2680

Czarnogóra

Wyjeżdżamy, zwiedzamy, zachwycamy się, ale kiedy zaczyna być "nieswojo", zbyt zimno/ ciemno/ niewygodnie czy po prostu zbyt prawdziwie... chowamy się w bezpieczne otoczenie hotelu. To co na zewnątrz może przestać nas dotyczyć w każdej chwili, bo przecież jesteśmy tylko gośćmi. To wtedy doceniamy to, co mamy u siebie - na wyciągnięcie ręki - autobusy, które kursują zgodnie z rozkładem jazdy, asfaltowe ulice (mimo, że nie wszędzie równe to jednak asfaltowe), samochody, kosze na śmieci na ulicach, ciepłą wodę w kranie, toaletę, jedzenie w sklepach, apteki na każdym rogu ulicy i cukiernie z drożdżówkami na wyciągnięcie ręki. Cywilizowany świat - dobrobyt i bezpieczeństwo. Dlaczego doceniamy dopiero wtedy?

DSCN2286

Argentyna - góry mają magiczną moc / Foto: Kate

Niektórzy chcieliby zostać podróżnikami przez wielkie P. Nigdy nie kupią wczasów w biurze podróży, bo przecież sami najlepiej sobie wszystko zorganizują - lepiej i taniej. Backpakerzy, wieczni marzyciele, poszukiwacze przygód - podziwiani przez innych, obserwowani z zazdrością, często faktycznie obyci w świecie, ludzie "wolni", najczęściej bez zobowiązań... "Oni to mają wspaniale" - jeżdżą sobie, nic nie muszą, niewiele im potrzeba do szczęścia. Może i tak... A może wcale nie? Może taka tułaczka po świecie ma też swoją cenę, którą nie każdy byłby gotów zapłacić...

DSCN0465

W oczekiwaniu na autobus. Chile.

Kiedyś dawno temu kiedy jeszcze nie zaczęłam nawet studiować geografii myślałam, że ja chciałabym tak właśnie żyć - w drodze. Ale potem mi przeszło - pojechałam sama do Hiszpanii na dwa tygodnie. Wzięłam plecak, mapę i plan podróży będący jedynie kartką z wypisanymi miejscami, które może warto było by zobaczyć. Było świetnie - to była podróż w głąb siebie, super przygoda i... zderzenie z rzeczywistością! Ciągłe przemieszczanie się jest bardzo męczące. Życie niskim kosztem męczy jeszcze bardziej szczególnie gdy przechodzisz koło kawiarni o poranku i stajesz przed wyborem - aromatyczna mocca lub obiad w dalszej części dnia:) To jest swoista przygoda - do dziś pamiętam jak przez trzy dni z rzędu w Barcelonie jadłam wyłącznie "magdalenki" z dyskontu, bo zabrakło mi kasy;) Studenckie problemy... Teraz nie wyjeżdżam jeśli wiem, że nie będzie mnie stać na normalne życie tam, dokąd jadę. Ale kasa to nie wszystko...

DSCN1588

północna Argentyna / Foto:Kate

Nadal nie wyjeżdżam na zorganizowane wczasy z biurem podróży tylko na własną rękę z plecakiem więc kiedy wyjeżdżam... różnie to bywa:) Nie zapomnę jak poryczałam się na środku ulicy w Santiago de Chile - bo po kilkunastu godzinach podróży wędrując z ciężkim plecakiem szerokimi ulicami tego wielkiego miasta byłam po prostu cholernie zmęczona i głodna. Nie mogliśmy znaleźć żadnego hotelu (poza takim pełniącym funkcje burdelu i wynajmującym pokoje na godziny) ani nic do jedzenia, a plecak był naprawdę ciężki. W Boliwii koło Salar de Uyuni zmarzłam tak jak chyba nigdy w życiu, a choroba wysokościowa nad jeziorem Titicaca odebrała mi sporo przyjemności z podziwiania pięknych widoków. W La Paz mdliło mnie trochę mniej, ale podróż rozwalającym się autobusem przez lodowatą noc na płaskowyżu bez metra asfaltu wykończyła moje wnętrzności do granic. Kiedy już dotarliśmy do Argentyny i stanęliśmy przed wyborem autokaru na dalszą podróż bez zastanowienia wybrałam klasę superior - z klimatyzacją, rozkładanymi fotelami i jedzeniem na pokładzie...

DSCN1483

La Paz / Foto: Kate

Gdzieś po drodze zdałam sobie sprawę, że nie mogłabym żyć "na walizkach", tułać się bez końca z plecakiem, nie mieć gdzie się umyć ani gdzie odpocząć...  Interesuje mnie świat - bardzo. Ale też przeraża - w równym stopniu. Lubię być zdrowa, dobrze się odżywiać, uprawiać sport, kąpać się kiedy się spocę i... ładnie pachnieć. Wygodnictwo wiem i może nie jestem z tego dumna, ale... doceniam to co mam na co dzień!  

W krajach trzeciego świata nie ma wielu okazji do wygody. Jeśli podróżujesz, bo jeśli pojedziesz tylko do hotelu ze zorganizowaną wycieczką to będzie ci wygodnie, ale nie poznasz prawdziwego życia. A ono wcale takie kolorowe nie jest - prawdę mówiąc nie ma nic wspólnego ze zdjęciami z egzotycznych miejsc. W tropikach pocisz się bez przerwy i tygodniami możesz nie mieć wody. Możesz zachorować na okrutną chorobę tylko dlatego, że nie umyłeś rąk (bo nie miałeś gdzie) lub zatruć się najprostszym posiłkiem. Podczas podróży wiele razy jest się głodnym i nie ma nawet szans na wybór między fast foodem, a zdrowym jedzeniem - bo bywa, że nie ma po prostu nic. W krajach trzeciego świata rzadko jest czysto i przyjemnie. Częściej brudy walają się stertami na ulicach i przerażają mniej odpornych. Naprawdę tutaj - w Polsce (z jej wszystkimi mankamentami...) żyjemy w ogromnym luksusie!  Szkoda tylko, że tak rzadko doceniamy ten dobrobyt wciąż narzekając że inni gdzieś tam maja lepiej...

DSCN1067

Przedmieścia La Paz. A my narzekamy na Polskie drogi... / Foto: Kate

To nie jest więc tak, że TAM jest lepiej niż TU. Tam jest po prostu inaczej. I bardzo często trudniej, gorzej, brudniej. Podróżowanie jest fascynującą przygodą, ale dobrze jest mieć dokąd wrócić - mieć czysty dom czy mieszkanie z bieżąca wodą i kanalizacją, lodówkę pełną jedzenia i supermarket ze wszystkim tuż za rogiem budynku. Warto to doceniać. 

 

 



Komentarze ()