zyje sie tylko raz

TCS New York City Marathon 2016 - energia, motywacja, radość, przygoda

Maraton w Nowym Jorku. Największy maraton na świecie.  Wielkie marzenie maratończyka. Wielkie przeżycie. Przygoda i doświadczenie do zapamiętania na całe życie. Jeden maraton. I 50 tysięcy różnych przeżyć, bo dla każdego uczestnika ten maraton był z pewnością trochę inny... Dla mnie te 42km 195 metrów było wyjątkowe. Na nowojorskich ulicach odnalazłam znów zwyczajną, szczerą radość z biegania i wiarę w moje własne siły. 

20161104 153825

Dopóki nie odebrałam pakietu startowego własciwie nie mogłam uwierzyć, że naprawdę biegnę ten maraton...

To był mój  9 –y maraton na asfalcie. I nasty taki dystans w ogóle wliczając biegi górskie. Ale był to maraton zupełnie inny niż poprzednie. Ten start przywrócił mi nie tylko czystą radość z samego biegania (mimo, że od połowy trasy bolało mnie wszystko jak diabli:)). Ten maraton dodał mi mnóstwo siły i wiary w moje możliwości. Fakt, że udało mi się go przebiec pomimo długotrwałego zmagania z bólem nogi i wyjątkowo trudnego dla mnie półrocza jest bardzo budujący. Nie będę się wdawać w szczegóły, bo to nie miejsce i czas, ale prawda jest taka, że maraton w Nowym Jorku okazał się najlepszym co mogłam dla siebie zrobić!

20161104 160643

Na maratońskim EXPO z Kathrine Switzer. Jedna drużyna :)

W czerwcu zrezygnowałam ze startu w ultramaratonie w Dolomitach, do którego szykowałam się od kilku miesięcy. Miałam problem z nogą więc i tak nie byłabym w stanie tego przebiec, ale prawdę mówiąc zwyczajnie miałam głęboko gdzieś całe te Dolomity. Myśl o starcie w maratonie w Nowym Jorku kilka miesięcy później była... przerażająca. Czy uda mi się przygotować? Ostatnio wyjście na każdy trening kosztowało mnie wyjątkowo dużo energii. Gdzieś zginęła moja wielka radość z biegania i nijak nie mogłam jej w sobie obudzić mimo, że próbowałam wszelkimi sposobami poczuć się fantastycznie i zapałać „wielką chęcią biegania”. Motywację do treningów łapałam na zajęciach fitness, które swoją drogą bardzo polubiłam (właśnie dlatego, że wspólny dobrze poprowadzony trening bardzo, ale to bardzo motywuje i naprawdę dodaje energii). Z końcem każdego tygodnia jednak, od czerwca aż do listopada, zadawałam sobie to samo pytanie – jak przebiegnę ten maraton jeśli mój tygodniowy kilometraż rzadko kiedy przekracza 30 km ?

20161105 111055

26.2 mil brzmi jakoś "łatwiej" niż 42,195km ale to jednak maraton. Dam radę???

Od wszystkich wokół słyszałam, że na pewno dam radę, że przecież tyle lat już trenuję, tyle maratonów przebiegłam (serio to aż tak dużo :)?) i w ogóle to „na pewno tylko tak mówię, a pojadę do Nowego Jorku i będzie życiówka” (otóż nie Kochani – nie da się zrobić życiówki na 42km 195 metrów jeśli się do tego człowiek nie przygotuje, nie napoci, nie przepracuje tego na ciężkich jak diabli treningach – nie ma takich cudów w bieganiu długich dystansów, chyba, że ktoś ma ponadprzeciętny talent i marnuje go nie biegając na profesjonalnym poziomie :)). Ja ponadprzeciętnego talentu do biegania nie mam. Mam jednak niemałą determinację. A w Nowym Jorku pomogła mi niepowtarzalna atmosfera. Atmosfera nowojorskiego maratonu nie ma bowiem chyba sobie równych – porywa, daje gigantyczny zastrzyk energii – biegowej i życiowej; sprawia, że rosną skrzydła i że chce się biec! I biegać dalej.

20161105 212500

Ideologicznie - na fioletowo w barwach organizacji 261 Fearless! Zmieniamy świat :)

Już na stacji metra na Brooklynie poczułam maratoński klimat kiedy zaczęło się tam schodzić coraz to więcej ubranych na sportowo postaci z workami maratońskimi. Szybko nawiązałam kontakt ze stojącą obok Amerykanką, która okazała się przesympatyczną towarzyszką aż do samego startu. Dojechałyśmy do miejsca skąd odpływają promy na Staten Island i… zostałyśmy pochłonięte przez falę maratończyków również wsiadających na prom. Dało się wyczuć atmosferę przedstartowej ekscytacji, wokół słychać było najróżniejsze języki.

20161106 060459

Wschód słońca z okna promu. 

Trudno o bardziej malowniczy początek maratońskiej przygody niż podziwianie Statuy Wolności o wschodzie słońca. Patrzyłyśmy z Lindsay jak urzeczone na ten widok i na oddalający się od nas Manhattan z wieżowcami połyskującymi w pomarańczowych promieniach porannego słońca. Nasz prom monitorowany był przez dwie łodzie i helikopter NYPD (nowojorskiej policji ). Nie ukrywam, ze wcześniej przeszło mi przez myśl czy udział w tym maratonie jest taki całkiem bezpieczny… w końcu to USA i takie skupisko ludzi w jednym miejscu… w dodatku na 2 dni przed wyborami prezydenckimi… Nie ja jedna z resztą miałam jakieś tam znaki zapytania w głowie –  od kilku osób usłyszałam komentarze związane z obawą przed atakiem terrorystycznym.

20161106 062310

Widok na Statuę Wolności o poranku

Po wyjściu z promu na Staten Island skierowano nas do autokarów, które zawiozły nas już na sam start. Wiało strasznie więc zmarzłyśmy czekając w długaśnej kolejce do autobusów. W okolicach stref startowych było już znacznie cieplej. Dla maratończyków przygotowano specjalne namioty, gdzie można było się schronić przed wiatrem. Nie udało nam się jednak uciąć sobie drzemki, bo trzeba było udać się do swojej strefy startowej. Maraton startuje na dwupoziomowym Verrazano Bridge łączącym Staten Island z Brooklynem. Na co dzień nie ma tu ruchu pieszego zatem start w maratonie daje jedyną możliwość podziwiania widoku na Nowy Jork z tej perspektywy. Miałam szczęście znaleźć się na górnej części mostu skąd widok jest ponoć jeszcze lepszy.

20161106 075643

Oczekiwanie na przejście do przypisanej strefy startowej na Staten Island. Tu atmosfera już była bardzo gorąca :)

Rozmach imprezy robi wrażenie.  W maratonie nowojorskim startuje 50 tysięcy osób – 50 tysięcy pasjonatów biegania, którzy zjeżdżają się tu z całego świata, żeby pokonać 42km 195 m (lub 26.2 mil ) trasy wiodącej przez 5 dzielnic Nowego Jorku – Staten Island, Brooklyn, Queens, Manhattan i Bronx. Atmosfera biegu porywa  - przyznaję, że naprawdę musiałam się hamować żeby nie biec zbyt szybko na samym początku. Startowałam ze strefy 1 więc nie było problemu z przepychaniem się do przodu żeby znaleźć swój rytm.

20161106 082843

Kilka godzin przedstartowych spędziłam w towarzystwie Lindsay :)

Pogoda okazała się idealna – biegłam ubrana w krótki rękawek i krótką spódniczkę (przy okazji bardzo polecam naszą polską markę polkasport.pl :)), świeciło słońce, ale nie było gorąco. Obawiałam się wcześniej żeby nie było zbyt zimno, bo o ile ogólnie bieganie w chłodzie jest łatwiejsze to już bieg kiedy lodowaty wiatr od morza zacina w twarz należy raczej do wątpliwych przyjemności (a wiem z opowieści znajomych, że takie warunki również mogą się zdarzyć podczas maratonu w Nowym Jorku).

20161106 095627

Verrazano Bridge. Start.

Start w maratonie kiedy nie liczy się na konkretny wynik tylko bieganie dla przyjemności to zupełnie co innego niż walka o życiówkę i każdą jedną minutę na trasie. Rozglądałam się dookoła, patrzyłam na widoki z mostów, robiłam zdjęcia podczas biegu, patrzyłam jak zmienia się wygląd miasta w miarę jak trasa maratońska przechodziła przez kolejne dzielnice Wielkiego Jabłka, czasem przybijałam piątki dzieciakami ustawionym wzdłuż trasy i uśmiechałam się do wszystkich wokół.

20161106 095816

Z serii "widok na Manhattan" :) Dobrze, że nie musiałam patrzyć pod nogi :)

Doping w Nowym Jorku jest fantastyczny i nieporównywalny z żadnym polskim biegiem! Przez całą trasę mijałam zabawne transparenty z motywacją, ludzie klaskali, śpiewali, krzyczeli. Niektórzy rozdawali banany. Nie zabrakło elementów politycznych – były śmieszne transparenty z wizerunkami Hilary Clinton i Donalda Trumpa – w końcu 2 dni po maratonie nowojorskim odbywały się wybory prezydenckie.

20161106 095820

Już na samym poczatku biegu czułam, że biorę udział w wyjątkowym wydarzeniu.

Kryzys dopadł mnie już jakoś w połowie dystansu. Pomyślałam sobie, że naprawdę nie byłam dobrze przygotowana na maraton. Bolały mnie stopy od biegu po asfalcie (prze maratonem przez kilka miesięcy nie zrobiłam żadnego dłuższego wybiegania na asfaltowej drodze!). Koło 15-ej mili na moście Queensboro przez moment straciłam pewność, czy moje mięśnie nóg poradzą sobie z całą trasą. Było to jedyne miejsce gdzie nie wpuszczono kibiców, a most nie należy do krótkich więc pokonanie go było niemałym wyzwaniem. Niedługo później jednak głośne okrzyki kibiców już na Manhattanie ponownie dodały mi skrzydeł.

20161106 115612

Queensboro Bridge był jednym z trudniejszych momentów na całej trasie :)

20161106 1148030

Facet w pomarańczowym biegł najwyraźniej z tym samym nastawieniem co ja - against all odds (pomimo przeciwności) :) 

O dziwo nie przeszkadzały mi oznaczenia trasy w milach – może dlatego, że nie miałam pojęcia jakim tempem biegnę – po prostu starałam się biec na tyle na ile miałam siłę w aktualnym momencie.  Ostatecznie wyszło tak, że całkiem nieźle rozłożyłam siły i ukończyłam ten maraton w 3 h 43 minuty. Jak na brak przygotowania (poza doświadczeniem w bieganiu i kilkunastoma dystansami maratońskimi w nogach) to dla mnie świetny czas. Końcówka maratonu w Central Parku wiodła pod górę, co nie ułatwiało zadania. Uczucie było dziwne, bo z jednej strony miałam wrażenie, że człapię i za chwilę padnę, a z drugiej strony atmosfera tego miejsca dodawała jakiejś wewnętrznej siły i pewności, że ukończę ten maraton i… jeszcze niejeden po nim!

20161106 123605

Krótki fragment trasy biegł przez Bronx

O tym ile wysiłku kosztowało mnie tak naprawdę ukończenie tego biegu zorientowałam się za metą kiedy musiałam dojść do depozytów (kawał drogi dla kogoś kto pokonał właśnie 26,2 mili), przebrać się w suche ubranie i… dojść kilka przecznic w dół Central Parku do mojej stacji metra. Nie wiem ile czasu mi to zajęło, ale kiedy już tam dotarłam zrobiło mi się słabo i zamarzyłam o… gorącej słodkiej kawie (nadmienię, że nie pijam słodzonej kawy!). Starbucks po drugiej stronie ulicy okazał się spełnieniem moich marzeń. Nie obyło się bez przygód, bo chwilę po tym jak złożyłam zamówienie zrobiło mi się ciemno przed oczami i zemdliło mnie tak, że pomyślałam tylko - zaraz albo zwymiotuję albo zemdleję. Wyszłam na zewnątrz i usiadłam na chodniku. Szczęśliwie obyło się bez dalszych sensacji. Gorąca mocha postawiła mnie na nogi i udało mi się dowlec do metra :)

20161106 134020

NYC Marathon Finisher - duma, radość, satysfakcja. I pioruńskie zmęczenie :)

20161106 154631

Jeden z najcenniejszych medali w mojej pokaźnej kolekcji :)

 

9-y maraton uliczny za mną. Pozostał czas na zwiedzanie Nowego Jorku. Kto to choć raz przebiegł maraton ten może sobie wyobrazić jaką "przyjemnością" było przemieszczanie się w górę i w dół schodami na licznych stacjach metra przez kilka kolejnych dni po maratonie ha ha :) Po tygodniu zafundowałam sobie odpoczynek, który zaplanowałam w nieco cieplejszym klimacie  - w Puerto Rico. Jeśli interesują was takie bardziej podróżnicze tematy to zapraszam tu niebawem – do końca roku mam nadzieję napisać co nieco o ciekawych miejscach w NY oraz trochę więcej o zwiedzaniu Puerto Rico, które mnie urzekło czystością i dzikimi plażami. Zapraszam też na funpage https://www.facebook.com/szczyptaszalenstwa (gdzie już jest trochę informacji i zdjęć wrzucanych na bieżąco z podróży :))

20161105 174955

Brooklyn Bridge

20161107 172651

Widok z Brooklyn Heights



Komentarze ()