Mallorca

Szczypta filozofii czyli o życiu słów kilka

Jest ostatni dzień sierpnia. Kurde - kiedy to przeleciało? TO czyli lato (albo dokładniej wakacje, bo lato wszak teoretycznie jeszcze trwa), TO czyli ponad połowa tego roku (bo przecież dopiero co się zaczynał). TO czyli ostatnie ponad 5 lat (bo tyle ma moja córka), TO czyli ostatnie 9 lat (bo tyle minęło odkąd skończyłam studia i wydawało mi się, że mogę wszystko - takie wspomnienie, bo ostatnio miałam okazję rozmawiać z kimś o studiach właśnie). Wydawało mi się? A może naprawdę można wszystko? Tylko za bardzo wpadamy w strefę komfortu, żyjemy z dnia na dzień nie zmieniajac nic, bo przecież wszystko jakoś działa, jakoś ogarniamy, jakoś to jest...

K1

Tylko jakoś z czasem coraz bardziej narasta w nas frustracja. Aż pewnego dnia człowiek zdaje sobie sprawę, że wcale nie jest tak "jak miało być", że coś nie "trybi", coś nie jest już tak komfortowe jak się wydawało. Albo, że w ogóle tak naprawdę to wcale nie chcesz tego komfortu, bo może to nie komfort tylko stagnacja, która obdbiera Ci radosć życia... Człowiek jest stworzony do działania. Do zmiany. Bo żeby żyć naprawdę trzeba się rozwijać...

Ostatnio mam sporo przemyśleń związanych z tym tematem. Od dawna chciałam tu coś o tym napisać, ale nie było jakoś okazji, żeby usiąść spokojnie i przelać te myśli na komputer (co za czasy - aż się prosi powiedzieć "przelać na papier" - przecież tak się zawsze robiło!). Wracając do sedna - a sednem są przemyślenia ostatnich tygodni - ludzie wokół  są narzekający, niepewni, sfrustrowani, ... nieszczęśliwi? Ok, widzę co napisałam i to nie tak, że nagle usiadłam do komputera i wylewam jakies żale, że ludzie toną w nieszczęściu. Nie, bo na pewno jest wokół dużo radości - sama jej nieustannie poszukuję często z niezłym skutkiem:)

carpe diem

Ale też uważnie obserwuję. I tak się składa, że otacza mnie mnóstwo ludzi, którzy chcieliby żyć inaczej niż żyją, robić coś innego niż robią, albo w inny sposób, a może nawet być kimś innym niż są, być w innym miejscu, na innym etapie... Kłopot polega na tym, że nie robią komletnie nic żeby zmienić status quo. Dlaczego? Bo tak jest wygodniej, bezpieczniej, pewniej? Być może na tą chwilę. Ale z perspektywie dłuższego czasu? Czy to "bezpieczne" żyć wbrew sobie? Co się stanie jeśli za jakiś czas obudzisz się nagle i stwierdzisz, że oto mineło kolejne 5 czy 10 lat twojego życia, a ty nadal nie znalazłeś w sobie odwagi żeby zrobić to o czym marzysz? 

Kiedyś ruszysz w podróż, kiedyś zmienisz pracę, kiedyś się przekwalifikujesz, kiedyś skończysz kurs, kiedyś zaoszczędzisz, kiedyś nauczysz się tego czy tamtego, kiedyś... Pytanie - kiedy? Bo dopiero co był styczeń, a już jest wrzesień. Bo czas płynie nieustająco, a życie codzienne wymaga naprawdę bardzo dużo naszej uwagi i energii. I nie ma nic złego w czerpaniu z tej codzienności. Przeciwnie - trzeba chwytać chwile, doceniać drobiazgi i cieszyć się jak największą ilością rzeczy wokół (pod warunkiem, że naprawdę to wszystko dostrzegasz!) Trzeba mówić częściej "tak", a rzedziej "nie", przekracać swoje granice, być otwartym i stawiać czoła nowym rzeczom. I trzeba działać! Bo jeśli każdego dnia będziesz odkładać to, co ważne dla Ciebie na bliżej nieokreślone kiedyś (lub nieustające "jutro") to... czas upłynie, a ty nie zrobisz nic! Niestety - brutalne, ale prawdziwe.

K2

Takie mamy czasy, że można mieć prawie wszystko. I sporo ludzi ma to prawie wszystko. Idziemy do sklepu i kupujemy sobie "szczęście" - na 5 minut. I nie ma znaczenia czy to szczęście to nowa sukienka, torebka, nowy telefon, tablet czy wykwintne wino, które wypije się wieczorem narzekając w duchu na swój świat. Kłopot polega na tym, że ani ta sukienka ani to wino nie zmienią kompletnie nic w naszym życiu. To radość na chwilę - prawdziwa albo pozorna. Chwila zapomnienia. Ot, jest ci lżej, bo nie musisz mierzyć się z tym co naprawdę siedzi w środku - ze swoimi potrzebami, pragnieniami, marzeniami. Tak jest bezpieczniej - kupić nową kieckę, obejrzeć serial albo napić się piwa czy wina. I problem "z głowy". Relaks. OK, wszystko jest dla ludzi. Ale granica jest bardzo cienka - można latami trwać w ten sposób mając całkiem ok to życie. Tylko czy wystarczy Ci to "całkiem OK..." ? Bo mi na przykład nie wystarczy.  Wolę zajebiście/ ciekawie/ mocno/ inspirująco... Niektórzy pewnie powiedzą, że "wariatka", ale wiem swoje... może Ci sami za jakiś czas zapytają "jak to...?"... 

lato2016

Warto się czasem zastanowić nad tym czego tak naprawdę chcemy. A potem po to sięgnąć. Podjąć ryzyko, odważyć się, narazić na dyskomfort, który zawsze towarzyszy każemu wyzwaniu, każdej zmianie. Ale jeśli coś jest "nie tak" to samo z siebie nie zacznie być ok. Niestety. Czasem wystarczy coś przemyśleć. A czasem... czasem człowiek potrzebuje porządnego kopa. Nieraz to mało przyjemny kop od życia. Może więc warto samemu o to zadbać? Zanim los zdecyduje za nas. Czasem potrzeba tej szczypty szaleństwa by postawić kolejny krok... 

"ŻYJE SIĘ TYLKO RAZ. ALE JEŚLI SIĘ CZŁOWIEK POSTARA, TO TEN RAZ WYSTARCZY". Tylko naprawdę trzeba się postarać. Jestem przekonana, że warto:) 

Nie mam przepisu na szczęście. Wątpię czy ktokolwiek taki ma. Ale zawsze szukam tego, co pozytywne - zajęć, ludzi, wrażeń, cytatów, inspiracji. Pędzę do przodu, ale lubię się czasem zatrzymać właśnie po to żeby mieć pewność, że to co robię i jak żyję jest w zgodzie z moim "ja". Bo myślę, że to naprawdę ważne! 



Komentarze ()