Przetrenowanie...?

overtrainingMyślałam, że jestem niezniszczalna, że nic nie może mnie zatrzymać, sprawić, że się poddam, że przerwę mój plan treningowy. Cel - maraton pod koniec września. Dwa tygodnie później maraton górski. W listopadzie... kolejny maraton górski. Ostatnie kilka tygodni biegałam dużo. 30km, 35km, 18km, 25km, podbiegi przez godzinę, szybka dyszka, przebieżki, kolejne 35km... Dzień przerwy między treningami albo i nie... bo akurat był czas, bo akurat mogłam się wyrwać z domu bez "szkody" dla dziecka. Więc co zrobić z tym "podarowanym" czasem? Na trening! I tak w kółko. Przy okazji dieta, bo przecież chciałam osiągnąć moją "wage startową". Kilogram w dół, półtora. Jakoś straciłam nawet apetyt więc waga startowa przestała być odległym niedoścignionym celem. Forma rosła. Czułam jak jest coraz lepiej chociaż były dni, że jakoś ciężko mi się biegało. Dzień odpoczynku i dalej, na przód. Przyzwyczaiłam się, że mam problemy z zaśnięciem, że trudno mi się wstaje z łóżka, że rano kręci mi się w głowie, że jakoś nie mam siły zupełnie na nic poza obowiązkowym treningiem oczywiście. Aż nagle wszystko się zmieniło.

W zeszły weekend naprawdę się zamęczyłam. W sobotę 18km. W niedzielę po raz pierwszy w życiu popłakałam się z bólu i zmęczenia chwilę po tym jak weszłam do domu. Miałam za sobą 35km. Temperatura na dworze około 30 stopni. Uczucie totalnego odwodnienia. Usiadłam na podłodze w kuchni ze szklanką wody i... nie miałam siły wstać. Przespałam półtorej godziny. Obiad. Spacer z córeczką. Moje nogi nie chciały iść. W poniedziałek przez cały dzień marzyam o tym żeby położyc się spać. We wtorek od samego rana czułam taki głód jakbym nie jadła od tygodni. Nie poszłam na trening bo czułam, że naprawdę nie mam siły. W środę byłam zaproszona na spotkanie z Reebok do Warszawy. Trening spartański. Ponad godzina naprawdę intensywnych cross-fitowych ćwiczeń. Mniej więcej po drugiej serii przysiadów ból moich mięśni czworogłowych zaczął być nie do wytrzymania. Wytrzymałam. Wytrzymałam cały trening i zrobiłam wszystkie powtórzenia, naprawdę dobrze się bawiąc. Sympatyczna atmosfera pomogła zapomnieć o tym, co działo się z moim ciałem. A działo się coś niedobrego... Zasnęłam w pociągu powrotnym do Łodzi, a na dworcu myślałam, że z tego pociągu nie wysiądę. Przede mną... trening "Kobietki biegają..." na Zdrowiu. Zrobiłam ponad 14km. O 14 km za dużo.

Od środy nie biegałam i nie znalazło by się nic co mogłoby mnie zmusić do treningu. W czwartek i piątek myśl o bieganiu wzbudzała same negatywne emocje. Czułam się jakby od pasa w dół ktoś "obłożył" mnie kijami, ból mięśni był prawie nie do zniesienia. Nie - to już nie były "zakwasy" świadczące o tym, że mam za sobą dobrze wykonaną pracę. To był ból uniemożliwiający mi codzienne funkcjonowanie. Coś jest "nie tak". Coś jest bardzo "nie tak". Tyle wiedziałam już w czwartek rano. Chyba jeszcze nigdy nie czułam się ogólnie tak wykończona...

Znalazłam listę objawów przetrenowania (pierwszą lepszą bo objawów tych jest więcej):

  • silne wyczerpanie
  • duszności
  • zniechęcenie
  • zawroty głowy
  • poczucie otępienia
  • niechęć do treningów
  • apatia
  • rozdrażnienie
  • złe samopoczucie
  • problemy z zasypianiem
  • brak apetytu
  • bóle mięśni i stawów
  • bóle głowy- częste, krótkie i bardzo mocne
  • nieregularny okres lub zanik okresu
  • bóle w okolicy serca
  • zmniejszona częstotliwość oddawania moczu
  • zmniejszenie popędu seksualnego
  • chudnięcie
  • zmniejszona bądź wzmożona pobudliwość

Odkryłam, że mam większość z tych objawów... Czyli naprawdę się przetrenowałam? Odpoczywam. Jem, piję wodę, spaceruję, idę do jacuzzi. Nie biegam. Mam za sobą 3 dni bez treningów i czuję, że może jest trochę lepiej. Za 5 tygodni mam maraton a zostałam zmuszona do przerwania planu treningowego. Akurat teraz, kiedy powinnam trenować ze zdwojoną siłą mój organizm powiedział mi "dosyć". Mam nadzieję, że wystarczająco wcześnie, że nie zdążyłam się jeszcze całkowicie "zajechać". Mam nadzieję, że odpocznę, poczuję się wreszcie... najedzona i będę miała siłę biegać dalej. I może trochę lepiej odpoczywać? Patrzę w mój dziennik treningowy, gdzie zapisuję większość istotnych informacji i widzę, że być może problemem wcale nie były treningi. Raczej brak odpoczynku. I dieta. Być może ta wyliczona wzorami "waga startowa" to wcale nie jest dobry pomysł? Przecież naprawdę chcę pobiec ten maraton. Dla przygody. No właśnie... przede wszystkim dla przygody. Może dobrze, że mi się to przypomniało...

Nie lubię pisać o swoich słabościach (kto lubi?) Opisałam tu jednak moje ostatnie "przeboje" - ku przestrodze. Trening do maratonu to nie jest rekreacyjne bieganie po parku. Trening do maratonu żeby zrobić życiówkę to nie jest po prostu trening. To często balansowanie na granicy. A granica między tym co jest treningowo dobre i przydatne, a tym co jest wyniszczające okazuje się być wyjątkowo cienka. Szczególnie, że tu liczy się wszystko, cały styl życia. Liczy się to co sie robi między treningami, to ile się śpi, ile sie pracuje i ile się je po tym jak spaliło się właśnie 2000kcal... Dziś nie spaliłam prawie nic, ale i tak czas ugotować coś dobrego na obiad...



Komentarze ()