Bieganie poza utartymi szlakami...

(Nie) moje Lavaredo...

Opowiem wam bajkę o Lavaredo Ultra Trail... Nie, nie opowiem, bo mnie tam nie będzie. Nie tym razem. Kilkanaście miesięcy temu śniły mi się Dolomity... bo nigdy tam nie byłam, bo ponoć są piękne, bo kilka osób powiedziało, że ten bieg jest wyjątkowy, bo chciałam się sprawdzić, podjąć kolejne duże wyzwanie. Potem któregoś zimowego dnia między jednym ciężkim treningiem, a drugim przestały mi się śnić, ale... cel to cel - kto mnie trochę zna ten wie, że nie lubię odpuszczać! Do tego stopnia, że... to chyba pierwszy raz kiedy odpuszczam "dużą" rzecz! Zawsze musi być ten pierwszy raz jak to mówią... 

nie moje Lavaredo

Foto: Lavaredo Ultra Trail

Na losowanie do tego Lavaredo zapisałam się 15 października w zeszłym roku (pamiętam dokładnie, bo to równo 8 miesięcy przed moimi urodzinami i myślałam, że ten start to będzie dobry prezent dla siebie samej:)) Dwa tygodnie później przyszła informacja, że załapałam się na listę startową. Radocha i plan działania! Trening. Od października zasuwałam z drużyną szykującą się do kwietniowego maratonu w Łodzi. Nigdy jeszcze moje treningi nie były tak poukładane i tak solidne. Grupa motywuje bardzo. Grupa, w której przez większą część czasu jest się jedyną kobietą na kilkunastu/kilkudziesięciu wysportowanych facetów motywuje jeszcze bardziej! Niełatwo było dotrzymać im kroku - a jednak - udało się. Było świetnie! Satysfakcja. Radość. Doskonały start w biegu trailowym jeszcze przed rozpoczęciem sezonu - 30km na górze Kamieńsk i 2 miejsce wśród kobiet tuż za moją idolką Agatą. Satysfakcja razy tysiąc...

Trail Kamiensk 2016 zima

Trail Kamiensk 2016 zimą

Kwiecień i maraton w Łodzi. Druga próba złamania 3:15 zakończona fiaskiem. Przykro mi było, bo zabrakło 8 minut, ale mówiłam sobie, że przecież startem docelowym ma być Lavaredo w czerwcu. 119 kilometrów w górach biega się inaczej niż maraton po płaskim... A ja przecież byłam mocna na te góry...coraz mocniejsza. Po maratonie co prawda trochę spadła mi motywacja, ale to częste wśród maratończyków. Podeszłam rozsądnie do tematu i dałam sobie dwa tygodnie czasu na odpoczynek. Zastąpiłam większość biegania siłownią i orbitrekiem. Na wszelki wypadek - żeby się nie wypalić i mieć siłę, ochotę i zdrowie - na więcej! 

przed maratonem w odzi

DOZ Maraton 2016 - trening przed Lavaredo:)

Maj... i Chojnik Maraton. Mój chyba najgorszy start w życiu (chociaż wynik wskazywał, że forma nadal jest dobra) Położyła mnie psychika, a raczej jej brak i... kłopoty z nogą. Diagnoza - pasmo biodrowo-piszczelowe. Bolesne jak diabli i nie do końca wiadomo skąd się przyplątało. Przebiegłam z tym bólem ponad 30 kilometrów w tych Karkonoszach, bo w końcu bieg trzeba było ukończyć. Dało mocno w kość. Po starcie przerwa - fizjoterapia, taping, odpoczynek, masaże.

chojnik

Chojnik Maraton. Karkonosze dały mi w kość

Czerwiec... wyjazd do Amsterdamu - chyba mój pierwszy wyjazd od lat, na który nawet nie zabrałam butów do biegania! Żeby nie kusiło! Noga dobrze, coraz lepiej. Zero bólu, ale w głowie jednak znak zapytania co z tymi Dolomitami... Odpowiedź przyszła szybko. Pierwsze bieganie po trzy-tygodniowej przerwie. 13 kilometrów w parku. Moje ciało powiedziało "nie", a ja nie będę z nim walczyć. Czasem trzeba wiedzieć kiedy się zatrzymać. Czasem "zatrzymać się" to największa trudność. Odpuścić sobie kiedy tyle się trenowało, kiedy włożyło się już tyle siły i energii w przygotowania, kiedy miało się "plan idealny", kiedy człowiek jest z "gatunku" tych, którzy nigdy się nie poddają. Odpuścić sobie to czasem prawdziwe wyzwanie. Miałam być już w drodze do Włoch od kilku godzin. Ale nie jestem. Taki jest sport. Takie jest życie. Trudno, widocznie tak miało być. Tym razem nie opowiem wam bajki o Lavaredo, ale może za jakiś czas opowiem wam bajkę o czymś innym...



Komentarze ()