zyje sie tylko raz

"Nie dbasz o siebie kobieto!"

OK - byłam chora i czułam się naprawdę do D., łykałam antybiotyk i nie bardzo wypoczęłam, bo chore dziecko ma swoje prawa. Po trzech dniach tego mojego chorowania poszłam znów biegać i odnalazłam sens w ośnieżonym parku pędząc na złamanie karku przed siebie... Ból gardła nie odpuszcza, ale ja po prostu nie mogę wytrzymać w domu! W dzień nie mam czasu więc biegam wieczorami. Bywa, że do domu wracam grubo po 21. "Obiad" jem koło 22...

 

Moja mama, choć jak wierzę rozumie całe to moje bieganie przynajmniej w pewnym stopniu, od kilkunastu dni powtarza wciąż za mną: "Nie dbasz o siebie kobieto!" . Reszta rodziny jest święcie przekonana, że to bieganie jest głównym winowajcą stanu mojego gardła, a ja nie wiem już co mysleć, bo wypróbowałam chyba wszystkie dostępne w aptekach specyfiki i powiem jedno - żaden nie działa!

 

We wtorek zgubiliśmy się w Lesie Łagiwnickim. Była nas piątka- dwóch biegaczy i trzy biegaczki! Dwie czołówki, zaśnieżone ścieżki i głuchy las. I chociaż biegamy po tym lesie od iluś tam lat to wieczorową porą zaśnieżone choinki i powalająca biel wokół sprawiły, że w pewnym momencie nikt nie wiedział gdzie dokładnie jesteśmy ani - przede wszystkim - którędy do "domu". Biegło nam się wyjatkowo ciężko ponieważ śnieg nie był ubity i usypywał sie spod nóg przy każdym kroku spowalniając nas skutecznie do tempa około 7 min/ kilometr. W planie było 10 kilometrów, ale jako, że w okolicach 9-ego nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy oczywistym stało się, że tych kilometrów będzie więcej... Oddychałam mroźnym powietrzem wspinając się po uciekającym podlożu pod kolejną górkę a w głowie kołatały mi słowa mojej mamy: "nie dbasz o siebie kobieto". Ha, może i rzeczywiście nie dbam? - przemknęło mi przez myśl na ułamek chwili, ale górka już się skończyła, przed nami pojawiło się kolejne rozwidlenie dróg i każdy miał swoją wizję, którędy... Pomyślałam, że... fantastycznie tak zgubić się zimą po 20-ej w środku lasu, tak oderwać się od całej tej rozpędzonej cywilizacji, zgiełku i brudu. Pomyślałam, że w ten pokrętny sposób dbam o siebie najlepiej jak mogę. Ta cisza lasu, ten spokój, miarowy krok i równy oddech...

Chwilę później z napzeciwka dostrzegiliśmy światło dwóch zbliżających się czołówek. To znajomi, którzy są tu zawsze, którzy znają las lepiej niż ktokolwiek - każdą ścieżkę. Zawróciliśmy i pobiegliśmy razem z nimi - najkrótszą drogą do "domu" bo i tak kilometrów już było więcej, a przy tych warunkach wysiłek był podwójny. Fantastyczny trening siły biegowej. Efekty przyjdą wiosną w postaci formy i być może wyników - o ile będą sprzyjające okoliczności... A jak nie to i tak pozostanie wspomnienie - takiech biegów przez zimowy las... gdzie naprawdę mozna odnaleźć "sens"...



Komentarze ()