Mallorca

Never give up!

medycyna sportowaNaprawdę kocham bieganie. Dla tych, którzy biegają to wyznanie jest oczywiste, znajome, jasne i zrozumiałe. Dla tych, którzy nie biegają z pewnością wydaje się dziwne, przesadzone, nawiedzone, wydumane czy jakie tam jeszcze chcecie... Nieważne. Naprawdę kocham biegać i guzik mnie odbchodzi co ktokolwiek ma do powiedzenia na ten temat. Dlaczego kocham biegać? O tym pisałam już nie jeden raz. Jest tyle powodów! Życie bez biegania to nie to samo. Brakuje tego zmęcznia, spotkań z innymi biegaczami, adrenaliny, bolących mięśni, satysfakcji, wrażeń i widoków z biegowych ścieżek, szalonych wypraw biegowych w pochmurne deszczowe dni... Tak - bardzo tego brakuje! Brakuje też przestrzeni dla emocji, które czasem przydało by się zabrać ze sobą do lasu i zostawić gdzieś na ścieżce kilkadziesiąt kilometrów od domu. Więc kiedy przytrafia się kontuzja nie jest zbyt różowo. Po prostu brakuje tak wiele... Kontuzje jednak są rzeczą naturalną. Eksploatujemy ciało ponad normę to i coś może się przytrafić. Akceptuję ten fakt i, tak jak pisałam już niedawno, wolę od czasu do czasu złapać kontuzję niż pozbawić się wszystkich wrażeń jakich dostarcza mi sport! Co innego jednak mieć kontuzję o określonej medycznej nazwie, a co innego mieć "coś" i być "jednym przypadkiem na kilka tysięcy" !(Panie Doktorze nie wiem czy mam się cieszyć z tego, że jestem taka wyjątkowa...)

Odberałam moje wyniki z tomografii. Nic nie wykazały (poza kilkoma efektami jakichś ewidentnie dawnych urazów - tak Panie doktorze, bo ja nie z każdym bólem od razu lecę do lekarza więc możliwe, że coś tam się kiedyś urwało;)). Ale w miejcu, w którym coś wyjść powinno - nic. Zero jakichkolwiek zmian. Lekarze rozkładają ręce, a ja zaczynam sama siebie pytać czy sobie tego wszystkiego nie wymyśliłam... Ale nie, przecież ja nie jestem z tych co to szukają byle wymówki żeby się nie musieć męczyć! Zatem - nie wiadomo. No wspaniale! Do wczoraj miałam jeszcze najdzieję, że dostanę wypisane czarno na białym co dolega mojej stopie no i jak to wyleczyć. Byłam gotowa odpuścić bieganie na określone x tygodni i przykładnie poddać się zaleceniom - konkretnym i zrozumiałym. Dzisiaj nie wiem co mam robić i ogarnia mnie bezsilność.

"Nie boli Cię jak nie biegasz? To nie biegaj!" - porada od niebiegaczy, jakże sensowna i jakże... bezużyteczna. "Zrób sobie przerwę" - kolejna dobra rada na którą odpowiedam pytaniem - na jak długo? Trzy miesiące nie pomogły... I co mi da przerwa? Nie wiem. I nie chce mi się gadać z niebiegaczami o mojej kontuzji-niekontuzji, bo na co komu taka rozmowa. Szkoda zanudzać... Tylko ktoś, kto tak samo kocha bieganie jest w stanie zrozumieć emocje, które siedzą w człowieku w takiej chwili. Tylko ktoś, kto jest tak samo uzależniony od wysiłku jest w stanie ogarnąć to wszystko i wspomóc słowem, które pozwoli zamienić bezsilność w siłę. Więc DZIĘKUJĘ! (ten komu dziekuję wie o kogo chodzi).

Dziś zamieniłam bezsilność w siłę. Po kolejnej  niewyspanej nocy (Niunia) wstałam potłuczona jak jajko, które spadło z dużej wysokości na chodnik (skoro ma być o jajkach to proszę bardzo:)). Śniadanie, kawa, rzut oka za okno, jeszcze kilka niesfornych myśli po wczorajszej wizycie u pana Doktora od nogi… Trzeba zebrać się z tego „chodnika”, wstać i ruszać dalej…  Spakowałam torbę i hola – atmosfera w fitness clubie jakoś zawsze poprawia mi humor! Nie wiem co w tym jest, ale naprawdę – 1,5 godzinki i jestem jak nowa. No prawie... Poszłam z zamiarem pomęczenia się trochę na maszynach, a w rezultacie zrobiłam o wiele, wiele więcej.  Jest moc i jest pewne – JA SIĘ NIE PODDAM:) Never give up!

tulipany

A Święta? Nie życzę Wam ani wesołych, ani spokojnych, ani błogosławionych, ani mokrych, ani suchych – po prostu niech będą takie jak chcecie!

 



Komentarze ()