Krok za krokiem w stronę ultra...

Od maratonu w Łodzi minęły ponad 3 tygodnie. Nie pisałam, nie czytałam i nie chciałam gadać o treningach, tempach, zakresach i wynikach. Ile można!!! Poza tym byłam trochę obrażona na całe to bieganie – po zawiedzionych oczekiwaniach maratońskich moja motywacja spadała niemal do zera (aż dziwne biorąc pod uwagę fakt, że oczekiwania „zrobiłam sobie” może na tydzień przed maratonem!) Trudno jednak było mówić o wzmożonych treningach do ultra maratonu! Jak to zwykle jednak bywa w moim przypadku nie potrafię gniewać się zbyt długo. Wróciłam. Dlaczego? Nie z powodu kolejnych planów startowych. Bo te jeszcze nie do końca do mnie przemawiają... Wróciłam na biegowe ścieżki, bo lepiej się czuję kiedy biegam, kiedy krew szybciej krąży w moich żyłach, kiedy zmęczona po treningu czuję satysfakcję, a moje ciało wie, że zasłużyło na odpoczynek.  

majowka2016 1

Początek weekendu majowego był wyjątkowo chłodny:)

Sport prostuje mi wiele rzeczy w życiu, a jeśli nawet nie prostuje to sprawia, że łatwiej się mierzyć z tym co jest. Dlatego przede wszystkim wkładam buty do biegania nawet wtedy kiedy ogólnie rzecz biorąc mi się nie chce i zostałabym w domu pogryzając ciastka. Ale ciastka problemów nie zmniejszą ani w niczym nie pomogą. A bieganie może – jeśli nie zmniejszyć to przynajmniej zmienić perspektywę, a możecie mi wierzyć, że zmiana myślenia i perspektywy nieraz potrafi zdziałać istne cuda. Zatem biegam dalej.

majowka2016 2

Powoli czas będzie rozstać się z tymi butami. Przetrwały ze mną wieeeeele długich (i niekiedy bolesnych) kilometrów:)

Do 119- kilometrowego Lavaredo Ultra Trail zostały niespełna 2 miesiące i szczerze mówiąc boję się jak cholera. Nie tyle dlatego, że przez 3 tygodnie nie robiłam zbyt wiele, ale przede wszystkim dlatego, że żeby w ogóle stanąć na starcie takiego biegu trzeba mieć naprawdę "mocny łeb". Takie dystanse biega się głową (wiem, wiem pisałam o tym wiele razy, ale każdy kto pokonał maraton i doświadczył po drodze trudności wie, ile zależy od psychiki). Kiedy mówimy o dystansie stukilometrowym trzeba to pomnożyć razy x i wtedy okaże się, że taki bieg to przede wszystkim mocna głowa. A jeśli człowiek nie ma motywacji to jak ma wykrzesać z siebie wolę i siłę, żeby mierzyć się z kosmicznym bólem na trasie, z kryzysami, które chcąc nie chcąc z pewnością w jakiejś formie się pojawią? Żeby stawić temu czoła trzeba naprawdę mocno chcieć, trzeba wierzyć i trzeba być przekonanym, że naprawdę cokolwiek będzie mamy siłę psychiczną żeby się z tym zmierzyć. Ja swojej jakoś nie jestem pewna...

majowka2016 3

Powoli, ale do przodu! Grunt to się nie poddawać!

Jeszcze kilka dni temu przeszło mi przez myśl, że zrezygnuję z tego startu. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu ogarnęła mnie niemoc tak wielka, że myśl o przebiegnięciu choćby 30km wydawała mi się absurdalna. A co dopiero 119 kilometrów i to w górach, których w dodatku nie znam! A jednak – widzę nadzieję:). Weekend majowy był już bardzo rozbiegany i czuję, że powoli odzyskuję siłę potrzebną do zmierzenia się z WYZWANIEM. Czasu na treningi nie zostało zbyt wiele i… prawdę mówiąc nie do końca wiem jak trenować. Ale… „co Cię nie zabije to Cię wzmocni”. Nie zatrzymuję się. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że jeśli ogarniają Cię wątpliwości po prostu idź dalej, krok za krokiem, powoli, ale do przodu. Jeśli okaże się, że to jednak nie TO, to zawsze możesz zawrócić. A jeśli wszystko się rozwiąże i wątpliwości miną to będziesz o ileś kroków bliżej celu. Zatem... krok za krokiem, póki co w stronę ultra...

PS. Nadal nie chce mi się gadać o treningach, zakresach i tempach:)

majowka2016 4

Najbardziej lubię biegać w Łagiewnikach



Komentarze ()