szczypta szaleństwa

Motywacja jesienią czyli jak pokonać lenia i wyjść na wiatr, ziąb i deszcz!

Skąd czerpać motywację w zimne, mokre i coraz ciemniejsze dni? Motywację do biegania, ale nie tylko - motywację do... działania, stawiania sobie celów i realizowania zadań, motywację do... życia na maxa? No właśnie - skąd?  Do napisania tego posta zbierałam się kilka dni. Cierpię na ciągły niedoczas (to ostatnio moje ulubione słowo). Dużo pracuję, nie mogę z niczym zdążyć i wciąż mam w głowie za dużo spraw (kto nie ma????!) Poza tym wróciłam do treningów. Tak. Właśnie teraz kiedy na dworze coraz mniej przyjemnie zaczęłam znów regularnie wychodzić na bieganie:) Może właśnie dlatego, że pogoda przestała nas rozpieszczać. Wysiłek na świeżym powietrzu to najlepszy sposób na podładowanie akumulatorów! Wychodzę, ruszam przed siebie i kilka minut później już mi się wszystko chce. Takie łatwe i... takie trudne zarazem...

motywacja

Aktywność motywuje do innych działań. Męczy, ale jednocześnie dodaje energii, przynosi nowe pomysły, odstresowuje i co za tym idzie, sprawia, że człowiek jakoś lepiej myśli. Bardziej kreatywnie. Kłopot w tym, że zanim nastąpią te wszystkie pozytywne efekty ruchu na świeżym powietrzu najpierw trzeba się do tego ruchu zmobilizować. A to wymaga niemałego wysiłku!

Tak, otóż to - ja też muszę się czasem nastarać żeby mi się zachciało. Bo to nie tak, że jak już jesteś uzależniony od biegania to zawsze masz ochotę moknąć, marznąć i przebierać zmęczonymi nogami. Bywają dni kiedy naprawdę wyjątkowo trudno się zebrać, nawet jeśli całe twoje ciało krzyczy, że po treningu poczuje się zdecydowanie lepiej!

Mam jednak swoje patenty na takie "leniwe dni". Na przykład zawsze jak mi się bardzo nie chce obiecuję sobie coś "w nagrodę" za pobieganie (najfajniejsze byłoby pewnie dobre ciacho albo wyjście na zakupy, ale i jedno i drugie wiąże się ze sporym ryzykiem - w pierwszym przypadku związanym z dodatkowymi centymetrami w biodrach, w drugim z deficytem na koncie). Staram się zatem aby te nagrody nie miały skutków ubocznych:) Gorący prysznic, czas wolny na czytanie książki (zamiast pracy wieczorową porą...), spotkanie ze znajomą przy kawie (niebezpieczeństwo ciastka jest potężne, ale przecież regularnie biegam...:), dobry film, manicure... Pomysły można mnożyć. Grunt żeby TO sprawiało przyjemność.

Poza czystą przyjemnością PO bieganiu, motywuje mnie tez CEL. Wbrew całemu sezonowemu lenistwu, ambitne ze mnie zwierzę i kiedy wychodzę na ciężki w założeniu trening z myślą, że na wiosnę uda mi się pobiec lepiej półmaraton czy maraton od razu jakoś łatwiej mi się zmobilizować. Jeśli nie masz planów na robienie życiówek lub w ogóle nie planujesz nigdzie startować to warto znaleźć sobie inny cel. Bo cel zawsze motywuje! A cel może być dowolny - bieganie bez przerwy przez godzinę, przepłynięcie 50 długości basenów w godzinę lub wykonanie treningu w fitness clubie bez pomylenia kroków... Jakakolwiek to będzie dziedzina - cel to dążenie do bycia lepszym!

image001

Czasami motywują mnie inni ludzie. Jestem z kimś umówiona na trening więc idę nie zastanawiając się nad tym czy mi się chce czy nie. I to też jest OK. Powinniśmy się wspierać! Bo każdemu czasem się nie chce. Każdy może mieć gorszy dzień, tydzień a nawet miesiąc. Warto korzystać z motywacji innych. I wyciągać swoją dłoń jeśli ktoś inny tego potrzebuje.

Mam jeszcze jeden patent... kiedy potrzebuję naprawdę "motywacyjnego kopa" zdaję się na to, co nazywam SZCZYPTĄ SZALEŃSTWA. Planuję coś nawet na kilka miesięcy do przodu, bywa, że coś nie do końca przemyślanego w pierwszej chwili. Ważne, że to COŚ budzi motyle w moim brzuchu, sprawia, że naprawdę zaczyna mi się chcieć - trenować, pracować, działać! I o to chodzi, żeby nam się chciało, żeby widzieć sens.

Prawda jest taka, że każda motywacja jest dobra. Byle była! Wszyscy mamy marzenia, ale tylko nieliczni mają odwagę by je realizować... Zapisałam się na losowanie do ultramaratonu Lavaredo Ultra Trail. 119 km przez włoskie Dolomity. Niełatwe, kosztowne, w nie najlepszym dla mnie terminie. Ale... jak mnie wylosują to pobiegnę! Bo to część większego planu. Tak... jest "większy plan" i cała dusza mi się śmieje kiedy o nim myślę:) To się nazywa motywacja.

Ludzie - DZIAŁAMY!



Komentarze ()