szczypta szaleństwa

Cztery maratony, dwa ultramaratony i książka...

iStock 000019901643XSmallMam taki zwyczaj, że co roku w dniu urodzin robię małe podsumowanie. Niektórzy robią to w okolicach końca roku, inni wyśmiewają i nie robią w ogóle. Ja jakiś czas temu uznałam, że czas urodzin jest całkiem niezłym momentem - po pierwsze nie ma wszechobecnej presji, całej tej "magii sylwestrowej nocy" i fajerwerków ani zgiełku szykowania imprez. Można zatem w spokoju zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad tym gdzie jestem i dokąd zmierzam. Uważam, że to całkiem ważne i zachęcam każdego żeby chociaż raz na rok nad sobą pomyślał...

Po co to wszystko? Ponieważ dzięki temu można zwrócić uwagę na to czy udaje nam się osiągać to, co sobie zamierzyliśmy, zweryfikować czy żyjemy swoim życiem czy może wpadliśmy w kompot konwensnsów i staramy się sprostać cudzym oczekiwaniom; ocenić ile nam brakuje do osiągnięcia celów i jakie marzenia już udało nam się spałnić. Dzięki takim podsumowaniom możemy też zweryfikować czy to, co sobie wymarzyliśmy np. rok wcześniej, nadal jest aktualne. Po co bowiem realizować jakieś cele na siłę, jeśli po drodze straciły na znaczeniu? A jeśli mimo założeń ne udało nam się posunąć do przodu niektórych kwestii to jest dobry moment żeby zadać sobie pytanie "dlaczego?" i spróbować na nie odpowiedzieć. To wszystko jest ważne. Dzięki temu człowiek ma kierunek, może się realizować i stawać coraz lepszym. Z racji tego, że blog ten jest zapisem przede wszystkim mojej pasji, w tym tekście pozostanę przy jej tematyce. Zawsze jednak staram się przemyśleć wszystkie aspekty życia, żeby nie pozostawić nic bez uwagi. Przecież nie żyje sie tylko pracą, tylko pasją, tylko rodziną. Życie jest złożone i, w moim przekonaniu, szczęście jest wynikiem zachowania pewnej harmonii we wszystkim.

Podsumowując, ostatni rok wzbogcił mnie o:

  • Nowe znajomości. Poznawanie ludzi, którzy dzielą moją pasję to bezwzględnie jedna z najwspanialszych rzeczy:) Poza nowymi znajomymi z "biegowego podwórka" poznałam też osobiście Kathrine Switzer - która przez ostatnie czterdzieści lat dla kobiecego biegania zrobiła chyba najwięcej.
  • 4 maratony - niby nic takiego - w końcu "co rusz" biegam maratony. Tak, ale... jeden z nich był niezapomnianą walką w górach w trzydzietostopniowym upale, drugi skończył się życiówką (co zawsze jest sukcesem:), a dwa w tym roku przebiegłam mimo trudności/ przeciwności/ pecha/ bólu nogi i dziesiątek "dobrych rad" osób, z których wiele najchętniej w ogóle odradziłaby mi całe bieganie:) Postanowiłam jednak zamiast trucicieli posłuchać swojego ciała, a skutek okazał się strzałem w dzisiątkę:)
  • 2 ultramaratony - wyniki obu nie kwalifikują się z całą pewnością do mistrzostwa świata, ale sam fakt, że udało mi się sprostać wyzwaniu jest dla mnie ważny. Jestem poczatkującą "ultraską" więc na tym etapie nie wymagam jeszcze od siebie "wyników" w biegach dłuzszych niż 42km:) Traktuję te starty jako niesamowite przeżycia i jak doświadczenie. Po setce w Krynicy wiem, że mam "silną głowę" i determinację, której nie pokona żaden ból. To dobra baza na przyszłość. Bieg Rzeźnika był nie tylko świetną zabawą, ale też kolejnym krokiem, który bardzo się przyda przy realizacji kolejnych planów...
  • Sporo siły - tej fizycznej - nabytej podczas wielu tygodni wytrwałej pracy na siłowni i w domowym zaciszu. Kiedy przypominam sobie jak wiele razy mi się nie chciało lecieć rano na tą siłownię, jak wiele razy nie chciało mi się w domu rozkładać maty do ćwiczeń... - poczucie satysfakcji jest jeszcze większe:) Nie odpuściałam i to jest sukces. Dzięki temu jestem tu gdzie jestem jeśli chodzi o formę. A poza satysfakcją i bieganiem - ta siła zwyczajnie przydaje się w życiu codziennym!
  • Książkę - niecodziennie wydaje się książkę:) I to by było chwilowo tyle na ten temat:)
  • Nowe doświadczenia podróżnicze - Z nowych miejsc odwiedziłam Czarnogórę, Dubrovnik, Stambuł i Majorkę:) Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że to wszystko miało miejsce w ciagu jednego roku! 

Powoli układam sobie w głowie kolejne cele  - w końcu najgorsze to spocząć na laurach. Jest motywacja, jest chęć działania i jedna pewność - nie poddam się:) Zatem powoli do przodu - najlepiej każdego dnia zrobić chcociażby najmniejszy krok w kierunku celu. Brzmi jak nic?  Hej - w ciągu roku to całkiem dużo kroków!

Jeden z moich ulubionych cytatów brzmi "Celuj w księżyc; nawet jeśli ci się nie uda wylądujesz pośród gwiazd". Odkąd przeczytałam to zdanie kilka lat temu bardzo w nie wierzę. Dlatego nawet jeśli czasami trochę przerażają mnie moje własne plany - nie rezygnuję. Nawet jeśli usłyszę od kogoś, że porywam się "z motyką na słońce", że "to przesada", albo, że "to niemożliwe" - nie odpuszczam. Być może coś nie jest do zrobienia od razu (gdyby było to co to za wyzwanie:)?) Ale to nie znaczy, że trzeba o tym zapomnieć i odłożyć na "kiedyś". Nie ma co odkładać marzeń na bliżej nieokreślone jutro, na jakiś czas kiedy "pojawią się" lepsze możliwości, większe finanse czy lepsze okoliczności. Nie wiadomo co będzie za ten "jakiś czas" więc warto działać tu i teraz i robić wszystko, co można byle tylko zbiżyć się do celu. Jeśli w przyszłości pojawią się lepsze możliwości na pewno będzie czas, aby je wykorzystać. Ale jeśli weźmiemy się za marzenia już teraz to być może będziemy lepiej przygotowani w tym odpowiednim momencie. Żadna praca nad sobą nigdy nie idzie na marne! Ludzie - działamy!

 

 

 

 



Komentarze ()