szczypta szaleństwa

Maraton Warszawski oczami widza...

Na tegoroczny Maraton Warszawski wybrałam się w roli reportera. Stop. Wybrałam sie tam przede wszystkim na ślub koleżanki, który był zaplanowany zaraz po maratonie! Ponieważ na dwa dni przed biegiem dopadł mnie ból gardła pewnie gdyby nie ten ślub zrezygnowałabym z tej "wycieczki". Nie zrezygnowałam jednak i bardzo mnie to cieszy, bo zdecydowanie warto było uczestniczyć w tak oryginalnym wydarzeniu jak zawarcie związku małżeńskiego przez dwoje maratończyków z absolutną pasją biegania! Iwona i Marcin przebiegli ten maraton "noga w nogę", a zaraz później stawili się w namiocie przed Stadionem Narodowym by złożyć przysięgę małżeńską. Było ślicznie!

Aby dojechać do Warszawy na czas musiałam wstać (bagatela) o 4:40! Nie, nie było to ani latwe, ani tymbardziej przyjemne. Prawdę mówiąc ledwo zwlekłam sie z łóżka. Czy nawet wtedy kiedy moja córcia nocuje u dziadków nie mogę się normalnie wyspać - jęczałam szykując kanapki na śniadanie. Mój mąż nie jęczał choć wiem, że i on wolałby pospać choćby do 8 niż zrywać się bladym świtem i towarzyszyć mi w wyprawie na kolejny bieg! Rety - czy może być lepsze "wyznanie" miłości po trzech latach małżeństwa? (może być, ale o tym tutaj nie napiszę).

Z podróży do Warszawy mam kilka spostrzeżeń:

  • Autostrada A2 na odcinku Stryków pod Łodzią - Warszawa przedstawia żenujący poziom (jak można przez tyle miesięcy nie ukończyć tak krótkiego odcinka drogi?????)
  • Stadion Narodowy wydał mi się mniejszy niż się spodziewałam i tym samym nie zrobił na mnie w zasadzie żadnego wrażenia... (Czy to mnie tak trudno czymś zadziwić czy faktycznie robią z tego stadionu "wielkie halo"?)
  • Pracownicy ochrony, którzy zostali zatrudnieni przy pilnowaniu porządku podczas Maratonu Warszawskiego powinni przejść szkolenia z zakresu dobrego wychowania...
  • "Wielkie" Expo to jest kilka hal wystawowych, a nie kilka stoisk prezentujących sprzęt do biegania...
  • Wkurza mnie zachwalanie każdego buta czy innego produktu jako najlepszego na świecie. Wiem, że sprzedawcy mają takie zadanie, ale nie zmienia to faktu, że jest to irytujące.
  • Niby miało być "mnóstwo" atrakcji dla kibiców na Stadionie podczas trwania maratonu, ale powiem szczerze, że gdyby nie... reporterski obowiązek i wspomniany ślub... nie miałabym co tam robić przez te kilka godzin...
  • Co za pomysł, żeby podczas takiego wydarzenia jak maraton serwować kibicom wyłącznie frytki, hamburgery, hot-dogi i colę?
  • Największy maraton w Polsce a jakoś zabrakło atmosfery na finiszu... (chyba, że nie potrafię już odczuwać "atmosfery" bez pokonania sporej ilości kilometrów na własnych nogach:))

 

Cóż, patrząc na powyższe można dojść do wniosku, że jestem w dość "marudnym" nastroju. Nic bardziej mylnego - w zasadzie czuję się świetnie (poza tym, że chwilowo nie mogę oddychać z powodu kataru!). Dziś ćwiczyłam "brzuszki" na siłowni i z niecierpliwością czekam na jutrzejsze wieczorne bieganie! No i myślę o maratonie (nie no, już nie w tym roku:)

 

 



Komentarze ()