Mama biegaczka umawia się do fryzjera...

Zimy nie ma tylko jakoś tak nijak się zrobiło - jesiennie, malancholijnie i... cicho po tym hucznym końcu kolejnego roku. Jeszcze jakby ludziom się nie chce, jeszcze nie wszyscy powracali do pracy i trudno się samej na dobre rozkręcić... Cóż, ponoć kobiecie energii może dodać zmiana w wyglądzie zatem... zainspirowana deszczowo-ponurą aurą za oknami zadzwoniłam dziś do dawno nieodwiedzanego "Stylisty" w celu umówienia się na wizytę (i wykreowanie "stylowych" cudów na mojej głowie). Rozmowa przebiegała jakoś mniej wiecej tak:

 

 

- Dzień Dobry chciałabym się umówić na baleyage...

- W jakich godzinach Pani pasuje?

- Najlepiej od rana...

- Mam wolny termin we wtorek 11:30

- Ale to w środku mojego dnia pracy!

- To może po poudniu? We wtorek?

- Na 19 mam trening to niebardzo...

- W środę na 17?

- Musze zdążyć na 18 na bieganie. Prowadzę zajęcia...

- To nie damy rady. Może czwartek w takim razie?

- O 19 biegam... I muszę odebrać dziecko ze żłobka. W piątek też.

- No to może weekend? W przyszłą sobotę Pani pasuje?

- Mam czas od 14:30... (już na wszelki wypadek nie wspominałam, że rano lecę na bieganie, a o 13 na basen...)

- To trochę za późno, a od rana?

- (Jejku!) No w zasadzie może być od rana tylko o 11 muszę być...

- 8:15?

- Dobrze. Niech będzie 8:15 w sobotę!

 

Wniosek? Mama biegaczka i kobieta przedsiębiorcza w jednym! nie ma czasu na takie drobiazgi jak fryzjer... (postanowiłam zrobić wyjątek od tej reguły i jednak wybieram się do Stylisty... kosztem porannego sobotniego biegania tym razem. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone:))

 

 



Komentarze ()