szczypta szaleństwa

Łódź Maraton 2016 czyli druga próba złamania 3:15!

Maraton w moim rodzinnym mieście. Planowałam pobiec poniżej 3:15; wyszło 3:22:33 (czyli o 2 sekundy lepiej niż moja życiówka sprzed 1,5 roku - ha ha). Z maratonem to kurcze nigdy nic nie wiadomo... Druga próba złamania 3:15... Troszkę mi ten start przypominał Berlin sprzed dwóch lat, na szczęście tylko troszkę, bo tam skończyło się kroplówkami za metą. Tu obeszło się bez takich atrakcji...

gotowa

Gotowa do biegu:)

Właściwie to nie wiem co zawiodło. Myślałam, że głowa, bo już na 18 kilometrze zaczęła płatać mi figle i pojawiły się myśli, że jest ciężko, że może zaczęłam za szybko, że nie wiem czy dam radę... Niedobre takie myśli na tym etapie maratonu - tego byłam pewna.

Biegałam dalej utrzymując rytm z chłopakami (dzięki!!!!) mając nadzieję, że poczuję się lepiej, że odpuści przejmujący ból głowy, a oddech trochę się wyrówna...

przed startem druyna DOZ

Z chłopakami z Drużyny DOZ przed startem:)

To nie był mój najlepszy dzień na maraton. Na 25 kilometrze pojawił się bolesny skurcz żołądka. Moje utrapienie i najczęstszy powód porażek. Łyknęłam no-spe. Kilka kilometrów dalej zmuszona byłam łyknąć jeszcze dwie. Dotkliwy ból i głos w głowie powtarzający mi bez przerwy "olej ten maraton" nie pomagały. Z bólu nie mogłam oddychać. A kiedy już mogłam (bo jakimś cudem no-spa chyba zadziałała trochę) nogi jakoś nie chciały biec szybciej. Dlaczego? Nie wiem. Piłam na każdym punkcie odżywczym (a tych nie brakowało) i zjadłam. Od 30 km czułam że zwalniam. Czułam że mój cel żeby wreszcie pobiec maraton poniżej 3:15 oddała się ode mnie, bo zwyczajnie nie mam siły żeby sprostać zadaniu.15km frune

Około 15km. Jeszcze frunę!

Każdy krok był trudny, kilometry dłużyły się w nieskończoność, przez moją głowę przetaczały się setki myśli i to wcale niekoniecznie związanych z maratonem, ale też na tym etapie biegu zupełnie niepotrzebnych. Ostatnie 5 kilometrów to była męczarnia. Wiedziałam tylko, że nie mogę teraz przejść do marszu - ciążyła na mnie odpowiedzialność, bo biegłam dla drużyny, która starała się o podium (ostatecznie Szczypta Szaleństwa z mBankiem zajęła 2 miejsce). Końcówka była trudna - kompletny brak energii, noga za nogą byle do mety. Doping rodziny i znajomych trochę pomagał, ale na tym etapie niewiele było w stanie mi pomóc. Meta. Tym razem zamiast radości po prostu ulga. 3:22:33. Nie tak miało być. 

ostatni kilometr przed metaOstatni kilometr przed metą...

Trenowałam tak solidnie jak jeszcze nigdy w życiu - od początku października! Dawałam radę na najcięższych treningach z grupą zaawansowaną DOZ, pobiegłam nieźle półmaraton i wszyscy, którzy ze mną biegali i mnie znają twierdzili, że na pewno dam radę i 3:15 jest w moim zasięgu. No, to niespodzianka - nie dałam rady:)
Oczywiście i tak jestem zadowolona, że ukończyłam i to nie najgorzej, mimo kryzysów. Każdy ukończony maraton uważam za sukces, ale muszę przyznać szczerze, że tym razem czuje bardziej smak porażki. Dlatego, że nadal uważam że byłam przygotowana żeby pobiec to poniżej 3:15. Jest mi zwyczajnie przykro, że nie wyszło, że nie dałam rady. Bo stać mnie na więcej... 

Nie będę tego maratonu roztrząsać tygodniami. W końcu to tylko maraton:) Jutro też jest dzień, w życiu są inne szczypty szaleństwa, inne plany i dużo istotniejsze rzeczy niż 42 km bieg...

za meta

Za metą... ciężko było ze mną, oj ciężko...

Za metą było ciężko. Brak sił, brak prądu. Nogi się pode mną uginały i z trudem doczłapałam do depozytu po rzeczy. Nie mogłam iść, bo ten maraton (dosłownie!) zdewastował moje małe palce u stóp. Niewygodne buty. I nich mi ktoś powie, że człowiek nie uczy się całe życie! Biegam ponad 15 lat. To był mój 8 maraton uliczny. Górskich startów nie kalkuluję, ale wiadomo - było ich już pare. Nawet po 100 km w Krynicy nie miałam takich pęcherzy!!!!! 

nagroda

Niespodzianka - 3 miejsce wśród Łodzianek:)

To BYŁ trudny maraton. Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki, tym, którzy wspierali na trasie, tym, którzy fantastycznie mi kibicowali i dodawali otuchy w chwilach największego zwątpienia. Bezcenne!!!

 

 



Komentarze ()