szczypta szaleństwa

Między 32 a 33 kilometrem maratonu w Łodzi:)

kibicowanie w lodziTo, że nie biegnę maratonu nie znaczy, że w nim nie uczestniczę! Tym razem zamiast nóg ćwiczyłam gardło motywując innych do biegu. Kibicowałam maratończykom w Łodzi stojąc na trasie między 32 i 33 kilometrem. I wiecie co? To było fantastyczne przeżycie! Tyle pozytywnych wrażeń, tyle uśmiechniętych twarzy, które mnie mijały, tyle podziękowań, radości i sportowej energii... Naprawdę zdarłam sobie gardło. I zmarzłam jak diabli (zawsze marznę jak jest zimno i nie biegam:)), ale warto było! Dla tych ludzi, których spotkałam na trasie i dla których to, że tam byłam coś znaczyło:) Dzięki wszystkim za pozytywny odbiór:) To na pewno nie był ostatni raz!

Prawdę mówiąc, jeśli mam być zupełnie szczera, to nie spodziewałam się, że kibicowanie może być tak porywające, wciagające i energetyczne. Naprawdę! Zwykle walczyłam o wynik, walczyłam z czasem, ze słabością, czy z jakimikolwiek tam innymi demonami na trasie biegów. Zawsze to ja doceniałam każdego, kto kibicował mi na trasie. I dlatego poszłam pokibicować w Łodzi. I też dlatego, że znałam wiele ze startujących w moim mieście osób.. Poszłam i... to wszystko przerosło moje oczekiwania:) Uwielbiam nie tylko biegać, ale też kibicować. Do następnego ludzie!

A tymczasem... w najbliższą niedzielę to ja liczę na kibiców - tym razem w Warszawie. Bo (oczywiście!) nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności i lecę... mój 10-y maraton. Bez przygotowania... A co tam! Żyje się tylko raz...

 

Dzięki Ines z biegampolodzi.pl za fotkę:) Ja miałam pstrykać zdjęcia maratończykom, ale zabrakło mi rąk:):):)



Komentarze ()