O niestandardowym leczeniu kontuzji słów kilka...

foot giftOstatnio kilka osób pytało mnie co z moją stopą. Słusznie - przecież przez ponad 5 miesięcy ten temat przewijał się gdzieś przez niemalże wszystkie moje wpisy na blogu i posty na facebooku. A tu nagle - cisza. Więc się co niektórzy zainteresowani stanem mojego zdrowia i ci po prostu bardziej ciekawi, pytają. Pomyślałam więc, że opowiem wam historię z tą moją stopą, bo - prawdę mówiąc, jak by na to nie patrzeć - jest dość... zabawna...

W listopadzie ubiegłego roku przedzierając się na piechotę przez ogromny, zatłoczony Stambuł po mojej twarzy płynęły pełne bólu łzy. Był to dzień przed maratonem i wracając wtedy do hotelu ledwo szłam - ta bardzo bolała mnie stopa. Następnego dnia mimo tego dotkliwego bólu zrobiłam życiówkę na maratonie. Adrenalina okołostartowa potrafi wyzwolić w człowieku dzikie siły i działa zdecydowanie przeciwbólowo, bo już kilka godzin po przekroczeniu linii mety wydawało mi się niemożliwe żebym z takim bólem stopy przebiegła choćby 10 kilometrów! Próby treningów po powrocie do Łodzi skończyły się fiaskiem. Musiałm odpuścić ambitne przygotowania do wiosennego maratonu. Kolejne miesiące upłynęły na szukaniu przyczyny bólu, odpuszczeniu biegania i robieniu siły na siłowni. Przyczyny bólu nie znaleziono chociaż stopie i wynikom szczegółowych badań przyglądało się kilku znakomitych specjalistów.

W marcu po 3 miesiącach przerwy w bieganiu stanęłam na starcie maratonu kobiet na Majorce. Adrenalina znów zrobiła swoje i skończyłam w przyzwoitym czasie 3 godzin i 28 minut. Po maratonie stopa chciała mi odpaść, co jednak nie przeszkodziło mi następnego dnia wybrać się na 15-o kilometrowy spacer wzdłuż wybrzeża:) Happy Hour w barze pod palmą skutecznie pomogło w uśmierzeniu bólu i choć z pewnością nie było to najmądrzejsze posunięcie, umożliwiło cieszenie się pogodą i klimatem Majorki. Podejrzewali u mnie pęknięcie kości śródstopia jednak na tomografii nic takiego nie wyszło...

Mallorca2015love

Start z bolącą stopą w maratonie na Majorce budził wątpliwości, ale... musiałam tam pobiec:)

W kwietniu moje treningi oscylowały wokół 5km. Niektórzy "znawcy" doradzali wsparcie w postaci butów o wielkiej amortyzacji, ale próba biegu w "czymś takim" powodowała ból nie tylko w stopie, ale też w piszczelach. Oduściłam amortyzację i wzięłam się za... ćwiczenia stopy i bieganie naturalne. Buty z zerową amortyzacją budziły zwątpienie wśród wielu osób, które widząc o moich kłopotach z kontuzją były przekonane, że robię sobie coraz większą krzywdę. Ale ja miałam wrażenie, że... zaczyna być trochę lepiej. Mąż zlecił kolejną długą serią zabiegów, na które dzielnie maszerowałam od poniedziałku do piątku przez 3 tygodnie po czym... pojechałam do Warszawy na ORLEN Warsaw Marathon:) Ukończyłam znowu z bólem i przekonaniem, że muszę się do tego bólu przyzwyczić, bo nie odpuści...

ORLEN2015love

Skoro na Majorce dałam radę to miesiąc później w Warszawie też jakoś pójdzie....

Zdecydowałam się nie rezygnować z Rzeźnika. "Jakoś to będzie" - myślałam kuśtykając po maratonie. Miałam jednak świadomość, że może być bardzo różnie. A jednak! Rzeźnika ukończyłam. Bez napinania się na wynik, bez gonitwy, ale też bez wielkich kryzysów. Stopa dała o sobie znać, o dziwo, dopiero na Połoninie Wetlińskiej i mocno dawała w kość na ostatnich kilometrach trasy, gdzie wbijały się w nią kamienie i skały. Myślałam, że nie wytrzymam.. Kładąc się spać po Rzeźniku byłam przekonana, że następnego dnia nie będę mogła chodzić. Tymczasem - wstałam rano i... nic. Zero bólu. Od tamtej pory nie mam bólu w stopie! Kontuzja odeszła. Cokolwiek to było. Śmieję się w duchu, że to te kamienie na Połoninie Caryńskiej wymasowały mi stopę tak skutecznie:)

Rzeznik2015love

Już miałam rezygnować z Rzeźnika... Dobrze, że nie odpuściłam - w końcu rzeźnicka trasa mnie wyleczyła;)

Cud? Nie wiem. Za mną 50-o kilometrowy Maraton Gór Stołowych, który przeleciałam w miniony weekend. Było gorąco jak w piekle, było ciężko, ale kontuzja nie wróciła. WSPANIALE! Nie odpuszczam. Teraz trochę regeneracji, trochę treningowych endorfin i za miesiąc... 50ka w Karkonoszach. Za bardzo kocham góry żeby rezygnować. A moje stopy... cóż - najwyraźniej one też kochają górskie szlaki.

SGS2015love

Miesiąc po Biegu Rzeźnika przeleciałam Supermaraton Gór Stołowych. Upalne 50km z metą na Szczelińcu było warte każdego kroku:)

To by było a tyle jeśli chodzi o "leczenie kontuzji". Przez te kilka miesięcy nie brałam tabletek przeciwbólowych, bo jestem ich wielką przeciwniczką. Nie dałam sobie wmówić, że muszę odciążać stopę przez kolejne miesiące, ani nie dałam się "zakuć" w drogie jak diabli wkładki, wspierane buty czy jeszcze inne cuda. Może to przypadek. A może moja determinacja? Nie wiem. Posłuchałam serca. I nawet jeśli faktycznie było to coś innego, wolę sobie myśleć, że wyleczyły mnie górskie szlaki...

NIE BIERZCIE ZE MNIE PRZYKŁADU!

 

 



Komentarze ()