Bieganie poza utartymi szlakami...

LCJRun - pierwszy w Polsce bieg po płycie lotniska czyli ... weekend wg. matki - biegaczki:)

LCJRun2Na LCJRun zapisałam się bez czytania regulaminu (ani jakichkolwiek informacji o biegu) - po prostu zaintrygowała mnie formuła imprezy - bieg po lotnisku. Dlaczego by nie? W sumie tam mnie jeszcze biegowo nie było:) Nie tak dawno temu zerknęłam do informacji na stronie organizatora i... jakież było moje zdumienie gdy przeczytałam, że to jest nocny bieg! Świetnie! Zapisałam się na bieganie po lotnisku W NOCY chociaż codziennie mam gwarantowaną pobudkę w okolicach 6! Bosko! W dodatku cały piątek i sobotę lało. Byłam przekonana, że noc z soboty na niedzielę również będzie deszczowa. Już zaczęłam znajdywać wymówki, żeby jednak nie jechać na ten bieg (na niedzielę zaprosiłam gości na obiad, a w ogóle to jestem taka zmęczona) kiedy z mojej głowy przemówił głos decydujący: Ok, nie chce Ci się... marznąć, moknąć, biegać po nocach i naprawdę masz istotniejsze sprawy w ten weekend (impreza urodzinowa córeczki). Ale... za niespełna 4 miesiące planujesz wystartować w ultramaratonie górskim, który zaczyna się o 3 nad ranem, nie wiesz jaka będzie wtedy pogoda i bedziesz miała przed sobą nie 5 kilometrów, ale dużo, dużo więcej... Z tym argumentem nie mogłam dyskutować. Padnięta po calutkim dniu sprzątania, pieczenia ciast na imprezę i robieniu paru jeszcze innych rzeczy, o 21 ubrałam się w ciuchy biegowe i ruszyłam w kierunku lotniska...

Nie padało:) Właściwie to zdecydowanie się ociepliło. W hali lotniskowej dość szybko zorientowałam się która kolejka do czego. Odebrałam pakiet startowy, pogadałam z kilkoma znajomymi, odstałam chwilę w kolejce do odprawy (bo miało być jak to bywa na lotniskach) i... zaczął się czas oczekiwania. To chyba największy organizacyjny minus tej imprezy. Czekanie na start... jakieś 3 godziny w hali odlotów. O tej godzinie. Ja wiem, że to "nic takiego". Tak - to nic takiego dopóki nie masz dziecka, które wstaje wcześnie rano każdego dnia... Chciało mi się spać... Dobrze, że spotkałam kilku znajomych, dzięki czemu te trzy godziny mineły wyjątkowo szybko;)

01

czekanie, czekanie, czekanie...

Około 24:30 wypuścili nas wreszcie na płytę lotniska. Rozgrzewka. Jakoś dziwacznie się czułam. Nawet nie bardzo chciało mi się rozgrzewać, większą frajdę sprawiało mi obserwowanie otoczenia. Lotnisko spowijała gęsta mgła, grała muzyka, kilkaset osób w większości ubranych w białe koszulki LCJRun biegało, podskakiwało, rozmawiało. Przyznaję - to był dość osobliwy widok. Trochę się jednak rozgrzałam - z rozsądku - wszak nie mam ochoty na kontuzje...

03

rozgrzewka na płycie lotniska

Start... bieg przez mgłę. Tyle z tego pamiętam. Pędziłam przed siebie widząc zarysy sylwetek wokół siebie i przed sobą. Ciemno... mgliście... Po prostu przed siebie. Zobaczyłam przed sobą dwie dziewczyny. Poznałam, że dziewczyny po skaczących kitkach. Zbliżyłam się do nich i przez jakis czas biegłyśmy razem. Dość szybko, ale czułam, że to tempo jest dla mnie OK. Później jedna z nich została z tyłu. Biegłyśmy z drugą dziewczyną praktycznie noga w nogę. Widziałam, że jest mocna. W okolicach 4 kilometra zaczęła przyspieszać. Ja za nią, choć czułam, że jest mi coraz ciężej. Na tym etapie wiedziałam już, że raczej to ona będzie przezde mną. I była. W pięknym stylu pognała do przodu zostawiając między nami dystans około 250 metrów:) Ale ja też wyprzedzałam po drodze. Biegłam ile sił w nogach. Wpadłam na metę, jak się okazało jako 2 kobieta z życiówką 20:21:) Rety! Naprawdę? PO CAŁYM  TYM DNIU?

04

II miejsce w OPEN kobiet:)

Czasami naprawdę sama siebie zadziwiam. Tak bardzo mi się nie chciało w ogóle tam jechać, tak bardzo się czułam zmęczona ( i głodna!), a tu życiówka o 1 w nocy! Nie do wiary:) Jest MOC. Jest radocha:)

A swoją drogą największą radochę z mojego pucharu miała po przebudzeniu moja córcia! Koniecznie chciała, żeby ją z nim sfotografować!

05

Moja motywacja do zdobywania pucharów:)

 

Weekendowy "plan" matki - biegaczki:)

Sobota

6:15 - pobudka

7:15 w siąpiącym deszczu wypprawa po rabarbar na ciasto i warzywa...

Około 8 - pieczenie pierwszego ciasta:) Śniadanie, energiczne sprzątanie mieszkania.

12:30 - wypad na cotygodniowy basen. Intensywne pływanie przez 40 minut. Obiad (lekko i na słodko:) bo wieczorem w planie... bieganie...

17:00 - intensywne sprzatanie mieszkania, pieczenie drugiego ciasta:)

21:30 - w drodze na łódzkie lotnisko Lublinek i oczekiwanie na start nocnego biegu

Niedziela

24:40 start biegu po płycie lotniska...

2:00 - dekoracja zwycięzców (zaskoczona 2 miejscem wśród kobiet:)).

2:40 - powrót do domu.

3:00 - kolacja?/ obiad?/ śniadanie? - hmmm... jajecznica w środku nocy:) Spanie...

6-a z minutami - pierwsza pobudka...

8:00 właściwa pobudka (podziękowania dla Małżonka za przypilnowanie Szkraba przez te 2 godziny i zamknięcie drzwi do sypialni!).

8:20 - pranie...

9:30 - w drodze na... trening... ( w końcu 5 kilometrów na cały weekend to trochę za mało jak na przyszłego ultramaratończyka:))

10:00 - bieg w kierunku Lasu Łagiewnickiego. 15 radosnych kilometrów:)

11:45 - odbiór tortu urodzinowego z cukierni. Piękny wyszedł ten tort...

12:15 - szykowanie jedzenia na przyjęcie rodzinne.

15:00 przyjęcie rodzinne:)

21:00 pisanie na blogu (troche mi się mieszają literki, ale jeszcze daje radę... w chmurce nad moją głową widzę poduszki, dużo poduszek...)

SATYSFAKCJA. RADOCHA:)



Komentarze ()