Bieganie poza utartymi szlakami...

Krótkie podsumowanie...

Koniec roku więc każdy pewnie spodziewał by się wielkiego podsumowania ostatniego roku. Nic z tego. Muszę Was rozczarować. To będzie podsumowanie kilku ostatnich tygodni hm... wydarzeń, przemyśleń i wniosków. Pół żartem, pół serio bo chyba czasem przydaje się odrobina poczucia humoru. Miłej lektury!

 

Grudzień 2012...

  • 3,5 tygodnia bez biegania
  • 2 opakowania tabletek przeciwbólowych
  • 4 dni leżania "plackiem" w łóżku
  • 4 fazy wkurzenia i 4 fazy depresji;)
  • 3 sesje akupunktury (za każdym razem okrzyk zagłuszający muzykę relaksacyjną;))
  • 3 razy NIE dla ostrzyknięcia sterydem (okazało się, że miałam rację!!!)
  • 4 kłótnie z mężem - lekarzem
  • Dziesiątki przeczytanych artykułów (zdecydowanie wzbogaciłam słownictwo anglojęzyczne z anatomii kręgosłupa:))
  • 2 przeczytane powieści (bardzo ciekawe)
  • 4 "wyprawy" na basen i "liczenie belek na suficie pływalni"
  • Ponad 1000 zrobionych  "brzuszków"...
  • kilka kieliszków wina za dużo...

 

Dzień Wigilii...

Napisałam krótki artykuł o tym dlaczego to warto pobiegać sobie przed kolacją wigilijną... jejku... jak ja chciałam pobiegać... Kregosłup przestał mnie boleć, coś tam tylko drętwieje więc... więc poszłam. O 9 rano. Ulice były pokryte topniejącym  lodem zatem tempo tej mojej pierwszej mikro-przebieżki od 3 tygodni było conajmniej zabawne. Wróciłam po 20 minutach - rozsądek zwyciężył - wszak wyłożenie się na lód w moim stanie nie wróżyło by nic dobrego. Brawa dla tej pani za odrobinę "oleju w głowie"... Po "bieganiu" nic mi nie było za to siedzenie przy stole zakończyło się bólem! To chyba o czymś świadczy???

 

Środa (przedwczoraj) godzina 18:00

Wybrałam się na cotygodniowe spotkania "kobietkowe", które w końcu prowadzę (a raczej prowadziłam dopóki mnie nie złożyło wpół...) Już myślałam, że w ten drugi dzień świąt nikogo nie będzie tymczasem przyszła jedna uczestniczka. Jak miło! Przetruchtałyśmy 5km!!! Mój największy biegowy sukces ostatnich dni! Źródło REWELACYJNEGO samopoczucia i EUFORYCZNEGO szczęścia:):):) Dzięki Sylwia!

 

Wczorajszy wieczór...

42 minuty treningu na orbitreku, 12km, 426 kcal i milion endorfin. Ruch daje radość!!!

 

WNIOSKI KOŃCOWE

  • Lekarze nie zawsze mają rację! Czasem warto posłuchać intuicji (i męża mimo, że też jest lekarzem;))
  • Pozytywne myślenie POMAGA..
  • Bywam nieznośna dla otoczenia kiedy nie mogę się ruszać... OK -JESTEM wtedy nieznośna dla otoczenia; istny wrzód na D (przepraszam ludzie!!!)
  • Kocham bieganie. I najzwyczajniej w świecie potrzebuję go, tęsknię za nim i pożądam go! (nie, nie wysyłajcie mnie do psychiatryka!)
  • Wino nie rozwiązuje wszystkich problemów...
  • Mimo moich poważnych obaw nie zmieniłam się przez te 3 tygodnie w tłustego wieloryba:)
  • Moja córeczka przestała natarczywie wyciagać rączki żeby ją podnieść - za to mocno się do mnie przytula:)
  • Pływanie na plecach nie jest takie złe...
  • Praca siedząca nie jest dla mnie stworzona (nadal nie wiem jak przeorganizować moje "stanowisko pracy", stanie przy komputerze też pewnie coś obciąża:))
  • Nie lubię igieł!!! Zdecydowanie!
  • Mam "płaskie plecy podatne na przeciążenia" (plus pare jeszcze innych niefajnych rzeczy, które "wyszły" na rezonansie magnetycznym) Cóż...
  • WYBIERAM SIĘ NA BIEG SYLWESTROWY!!!!!
  • Nie wiem dokładnie co będzie dalej, ale będę biegać:)
  • Jestem szczęśliwa!

 

 

 



Komentarze ()