W tym szaleństwie jest metoda. Czyli o tym, że „każdy ma to, na co się odważy”.

Ostatnio usłyszałam, że jestem nierozsądna:) Usłyszałam też, że „przesadzam”, „przeginam” i „robię wszystko na wariata”. Cokolwiek to znaczy! Wszystko! Ha! Skąd takie teksty pod moim adresem? Bo planuję większą podróż, bo trenuję prawie codziennie, bo zapisałam się na kolejny maraton na drugim końcu świata, bo myślę o nowym biznesie, bo machnęłam ręką na kilka spraw, które „powinnam” i zaczęłam głośniej mówić o tym co mi się nie podoba i o tym co podoba mi się bardzo (a innym niekoniecznie). Kiedy siedzisz cicho i potakujesz nie wzbudzasz poruszenia. Kiedy zaczynasz działać zawsze znajdą się ludzie, którzy powiedzą Ci, że idziesz w złą stronę. Albo, że Ci „odstrzeliła palma” :) Zwał jak zwał – to bez znaczenia. Uważam, i zdania nie zmienię, że czasem bardzo bardzo się przydaje w życiu taka „palma”. Nie ma bowiem nic gorszego niż dreptanie grzecznie w szeregu, z dnia na dzień, byle tylko się nie wychylać.

chuj tam

wiem, nie "powinno się" używać wulgaryzmów, ale ten obrazek trafił w sedno

Za miesiąc będę siedzieć w samolocie, który zabierze mnie z Warszawy do Nowego Jorku. Nic dodać nic ująć – przyjemna perspektywa. Nie ja pierwsza się wybieram na maraton do Wielkiego Jabłka (w sumie to spośród moich znajomych jako jedna z ostatnich) Wiecie jak to było? Zapisałam się w ostatnim dniu zapisów i machnęłam ręką :” Eeee, pewnie i tak mnie nie wylosują”. I wylosowali. Około 20ej w Dzień Kobiet zadzwonił do mnie przemiły pan z banku (na którego w pierwszej chwili "najechałam", bo „człowieku nie interesuje mnie żadna nowa superoferta”). Zadzwonił zapytać czy autoryzuję transakcję zza oceanu na karcie. Taaaak! Pewnie! No i w ten sposób dowiedziałam się, że kilka miesięcy później będę lecieć do Nowego Jorku…

Potem zaczęłam planować – wiadomo – kiedy, co i jak. A pewnego dnia usiadłam wieczorem przy komputerze i pomyślałam, że  mam ochotę na więcej niż maraton w NY! Zachciało mi się podróży, czegoś nowego, czegoś egzotycznego, zachciało mi się przygody… Bo życie płynie, bo rok mija za rokiem, bo nie jestem coraz młodsza tylko coraz starsza. Bo jest tyle fascynujących miejsc na świecie i tyle rzeczy, których chciałabym doświadczyć, że… i tak zabraknie mi życia na nie wszystkie! 

karaiby

Fajna ta plaża... i te palmy... i nie widzę, żadnago powodu, dla którego miałabym się tam nie znaleźć:)

Fajnie się rezerwuje bilety lotnicze siedząc we własnym mieszkaniu, klikając tylko w komputerze i wpisując dane karty Visa. To takie proste i takie nie do końca „wiarygodne”. Drukujesz jakieś tam potwierdzenie z numerkiem, który ma ci zapewnić super doznania na drugim końcu świata za ileś tam tygodni… Nie wiem ile już mam takich numerków. Bo trochę poszalałam. Kilka biletów lotniczych, rezerwacje hotelowe i parę jeszcze innych przygód, które zaplanowałam. Choć przygód zaplanować się nie da – trzeba się otworzyć na to, co ma być. Więc się otwieram. Przechodzę za to obojętnie obok malkontentów, którzy próbują „sprowadzić mnie na ziemię” gadaniem o tym, że „aż trzy tygodnie cię nie będzie”, „czy nie za dużo naraz?”, czy „nie za drogo”? No może i drogo, ale  kurde taki mamy rząd, że kurs dolara jest kosmicznie wysoki i fakt - nie kupię sobie teraz willi, „fury ani komóry”, ale mam to gdzieś, bo nie jest mi to potrzebne! Kwestia priorytetów. Za miesiąc wsiadam w samolot i voila – co przeżyję, zobaczę, czego spróbuję  i dotknę to moje. I zostanie mi to na zawsze.

mark Twain

Jeden z moich ulubionych cytatów. Jak dotąd to się sprawdza...

Ludzie mają tendencję do odkładania wszystkiego na później. Kiedyś będzie lepszy moment, kiedyś będzie więcej czasu, więcej pieniędzy, więcej możliwości. Tylko, że to nie do końca tak! Może ci się poszczęści i faktycznie tak się stanie. Ale częściej „później” wcale nie nadchodzi ten „idealny moment” na działanie i to bez względu na to czy chodzi o zmianę pracy, zmiane miejsca zamieszkania,podjęcie jakiegoś kursu czy o podróż. Już o tym tutaj pisałam… Czasem można się nie doczekać. Czasem ten z pozoru „najgorszy” czas na coś może okazać się najlepszym… bo jedynym jaki będzie...

Jeszcze nie skończyłam planować ten jednej podróży, a już „zdarzyła” mi się kolejna – szansa, koło której nie mogłam przejść obojętnie. Zapisy na kwietniowy maraton w Bostonie. Rozsądek próbował mnie powstrzymać, ale bezskutecznie:) W tym roku nabiegałam czas kwalifikacyjny, a Maraton Łódzki, w którym mi się to udało okazał się mieć wszystkie potrzebne certyfikaty żeby móc być uznanym jako kwalifikujący. W kwietniu 2017 będzie 50-a rocznica pierwszego oficjalnego startu maratońskiego kobiety – w 1967 roku zrobiła to Kathrine Switzer, którą z resztą organizatorzy próbowali wówczas usunąć z trasy ze względu na płeć. Kathrine poznałam osobiście podczas maratonu na Majorce w zeszłym roku. Jestem ambasadorką międzynarodowej organizacji 261Fearless, którą założyła. I dlatego wiedziałam, że nie może mnie w tym Bostonie zabraknąć…

boston

Najpierw działanie. Potem planowanie. Czyli trochę od "D strony", ale dzięki temu skutecznie:)

Przesada. Szaleństwo. Wariactwo. Brak odpowiedzialności. Z takim stwierdzeniem też się zetknęłam choć najmniej je rozumiem, bo… wszystko stoi na swoim miejscu, pracuję przecież, zajmuję się domem i dzieckiem. Z córką spędzam ostatnio nawet więcej czasu niż kiedyś, jest zadbana, zaopiekowana i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jest szczęśliwa. Ale matka, która robi coś „większego” dla siebie cały czas bywa uważana za nieodpowiedzialną. Dziwne. I bez sensu. Przechodzę nad tym (dosłownie nad tym) z szerokim uśmiechem na ustach. Moje życie. Moja sprawa. Moja szczypta szaleństwa.

Patrząc wstecz widzę, że wiele rzeczy już w życiu zdrobiłam tylko dlatego, że w pewnym momencie podjęłam jakąś decyzję po prostu "na wariata". Gdybym myślała tylko zdroworozsądkowo, gdybym analizowała każdy szczegół zapewne doszłabym do wniosku, że jednak nie, nie teraz tylko później, kiedyś... Czasami nie warto za dużo myśleć! Czasem warto zrobić na opak i najpierw podziałać, a później... później pojawiają się niesamowite zdolności organizacyjne, niewiarygodna motywacja i wielka życiowa energia, która sprawia, że marzenie się realizuje. Bo kiedy powiesz A musisz powiedzieć B:) Jesli odkładamy wszystko na później trudniej o motywację. Pozostajemy w strefie komfortu, który nie zmusza nas do wytężonej pracy, kombinowania i planowania. Wygodna codzienność sprawia, że nie zbliżamy się nawet o krok do realizacji marzenia, mija czas i okazuje się, że kolejny rok nie zrobiliśmy nic...

szczescie

Nic dodać nic ująć. Lennonem nie jestem, ale myślę podobnie jak on.

Jestem przekonana, że nadejdzie moment, w którym wszystkie marudy próbujące mi uprzykrzyć życie takim gadaniem będą zwyczajnie zazdrościć. Nie Nowego Jorku, Bostonu czy palm na Karaibach. Ale odwagi do postawienia kroku, do rzucenia się przed siebie trochę „na wariata” w momencie, który może nie jest idealny - u mnie akurat w tym konkretnym przypadku na tyle podróży, bo miałam teraz robić „bardziej przyziemne, odpowiedzialne, rozwojowe rzeczy” (chwilowo cicho sza, ale rzecz wiąże się z biznesem;)) A ja sobie tak myślę, że to, czego nie zrobię teraz - poczeka. I może trochę później zrobię to po prostu lepiej… albo inaczej. W kwestii pracy też usłyszałam już, że "działam nie tak" i "brak mi rozsądku". Nie pierwszy raz! Ha! Widocznie taka już jestem. Idę za głosem intuicji. jak dotąd mnie nie zawiódł... 

Być może nie zawsze traktuję wszystko śmiertelnie poważnie (co nie znaczy, że olewam obowiązki). Po prostu traktuję życie jak przygodę. Dla mnie praca to też przygoda, a nie przykry obowiązek. W końcu spędzamy w niej mniej więcej 1/3 życia!!! Dlatego zwolniłam się kilka lat temu z korporacji, gdzie dobrze płacili (zrobiłam to z dnia na dzień i odetchnęłam z ulgą), dlatego spontanicznie zwolniłam się z pracy w Wielkiej Brytanii i równie spontanicznie spakowałam walizki z powrotem (choć ludzie się dziwili, bo pracowałam w urzędzie miasta a nie na zmywaku...), dlatego odeszłam z innej firmy gdzie musiałam tłumaczyć się z każdej rzeczy, którą robię. Nie lubię się tłumaczyć. Lubię działać. I lubię mieć wolność decydowania o tym co i kiedy robię.

odwaga

Cały czas pracuję nad swoją odwagą...

Są rzeczy, które zależą od nas – to jak spędzamy czas, czego się uczymy, gdzie i czy podróżujemy, nad czym pracujemy, jaki mamy styl życia, czy jesteśmy aktywni czy wolimy spędzać czas przed telewizorem itp. itd.  Są też takie rzeczy, na które nie mamy wpływu – np. to jak postrzegają nas inni, jak nas traktują i co o nas myślą.

Zawsze staram się skupiać na tym co mogę zmienić, ulepszyć, zrobić. Nie zawsze to daje pełnię szczęścia, ale przynajmniej niesie ze sobą poczucie, że to ty trzymasz ster. A to już bardzo dużo. Każdy ma to, na co sobie zapracuje. Każdy ma to, na co się zdecyduje. „Każdy ma to, na co się odważy”.



Komentarze ()