Enea IRONMAN 70.3 Gdynia 2018 czyli ½ Ironmana po raz pierwszy!

IRONMAN – już samo to słowo budzi emocje i sprawia, że ciarki pojawiają się na ciele sportowca-amatora. I nie ma znaczenia, że mówimy o ½ Ironmana. IRONMAN to jest COŚ co przyciąga, inspiruje i sprawia, że serce łapie inny rytm...

Istotnie, zawody sygnowane IRONMAN’em mają odpowiednią oprawę i jeden międzynarodowy kodeks, który sprawia, że są tym czym są. Tylko starty w tej rodzinie imprez mogą dać szansę na uzyskanie tzw. slota czyli wstępu na najważniejszą imprezę IRONMAN - w Kona na Hawajach. Pod warunkiem, że się tego slota wywalczy zdobywając odpowiednie miejsce w swojej kategorii wiekowej. Łatwo nie jest. W zasadzie – jest coraz trudniej, bo coraz więcej ludzi na całym świecie bawi się w triathlon. Ale nie o tym... IRONMAN budzi emocje i przyciąga ludzi z całego świata. Do Gdyni w tym roku przyjechali zawodnicy z ponad 50 krajów…

19

Gdzieś tam, w środku tego całego zgiełku – ja – BARDZO POCZĄTKUJĄCA TRIATHLONISTKA z wieloma obawami, strachem w oczach i… determinacją ultramaratończyka. A zaczęło się tak zwyczajnie…

JA I TRIATHLON? CHYBA ŻART!

Kiedy jakoś na początku roku Michał zapisywał się na połówkę Ironmana do Gdyni, ja zapisałam się na dystans towarzyszący tej imprezie czyli SPRINT TRIATHLON. To taka mniej więcej 1/8 pełnego Ironmana czyli coś, co już przerobiłam jeden raz i zakładałam, że jakoś tam dam radę. Nie przypuszczałam wtedy w najśmielszych oczekiwaniach, że na kilka dni przed DNIEM ZERO coś mi „odstrzeli” i zapiszę się na dystans główny! Gdyby ktoś mi to zasugerował popukałabym się po głowie. Naprawdę!

001

Czułam, że muszę spróbować...

Tymczasem na 13 dni przed Enea Gdynia 70.3 Ironman wylądowaliśmy z Michałem w Gdyni na urlopie (tylko dlatego, że górach wylały rzeki, zalało szlaki i w prognozie był dalej deszcz i burze). Szliśmy Skwerem Kościuszki kiedy zobaczyłam wielką czerwoną literę M z logo Ironmana z zegarem odliczającym dni do startu. No i stało się. Jakiś głos w środku nie dawał mi spokoju podpowiadając, że MUSZĘ SPRÓBOWAĆ! Michał (choć nie miał pewności czy to najlepszy pomysł) wiedział, że nie ma sensu odwodzić mnie od tego pomysłu i pomógł mi się zapisać na pełen dystans… Klamka zapadła, a mnie obleciał WIELKI STRACH :)!

Było wiele powodów, dla których TO mogło się nie udać.

Dopiero w tym roku i to całkiem niedawno, bo w maju kupiłam sobie rower szosowy i zaczęłam na nim (trochę!) jeździć. Nie mam żadnej przeszłości rowerowej – przez wiele lat zdarzało mi się wsiąść na dwa kółka jeden raz w sezonie i przejechać po lesie kilkanaście kilometrów. Jeszcze dziś nie czuję się pewnie w pedałach SPD i „trzęsę tyłkiem” żeby się nie wywalić na jakimś zakręcie… Najdłuższy odcinek jaki przejechałam przed Gdynią to był trening 73 kilometry. Dodatkowo na treningi rowerowe ja zwyczajnie nie mam czasu, więc raz w tygodniu to właściwie już i tak jest sukces… Zatem… przejechanie 90 kilometrów w całkiem żwawym tempie z podjazdami brzmiało zatrważająco i NAPRAWDĘ miałam wątpliwości!

Po drugie… przez kilka lat chodziłam na basen raz w tygodniu i pływałam wyłącznie stylem grzbietowym w ramach „terapii” przepukliny w lędźwiowej części kręgosłupa. Tak – mam przepuklinę więc tym bardziej nie powinnam porywać się na żadne „Ironmany” :). Kraulem nauczyłam się trochę pływać w tym roku, ale ponieważ jestem samoukiem płynę powoli i BARDZO się męczę. Moje umiejętności pływackie zdecydowanie nie pretendują do stania się Ironmanem :).

Było też kilka powodów, dla których wierzyłam, że TO się uda.

SPOŚRÓD WSZYSTKICH CZĘŚCI CIAŁA, KTÓRE ZAWZIĘCIE TRENUJEMY, BEZAPELACYJNIE NAJWAŻNIEJSZA JEST GŁOWA” Chrissie Wellington, czterokrotna mistrzyni świata w Ironmanie

To przede wszystkim. Jeśli czegoś mogłam być pewna przepisując się na dłuższy dystans na kilkanaście dni przed startem, to tego, że moja głowa raczej mnie nie zawiedzie. Nauczyły mnie tego ultramaratony i wiem, że ja po prostu się nie poddaję choćby nie wiem jak było trudno, ciężko, boleśnie, długo i okrutnie.

01

Pakiet startowy odebrany. Dam radę?

Na ¼ Ironmana zorientowałam się, że potrafię całkiem szybko płynąć stylem klasycznym czyli popularną „żabą”. „Prawdziwi” triathloniści bardzo nie lubią „żabkarzy”, bo wierzgają i potrzebują więcej przestrzeni żeby płynąć. No sorry… jeśli tym stylem płynę dwa razy szybciej niż kraulem to póki co płynę żabą (na kraula przyjdzie pora).  Po jednym treningu, który zrobiliśmy sobie z Michałem w piankach na Helu wiedziałam, że powinnam jakoś sobie poradzić z tym 1,9 kilometra… choć nie powiem, że obyło się bez stresu.

Nigdy nie biegłam półmaratonu po przejechaniu wcześniej 90 kilometrów na rowerze, ale biegłam półmaraton po… przebiegnięciu 90 kilometrów więc… zakładałam, że co jak co, ale z bieganiem już sobie poradzę.

ARE YOU READY? (Czy jesteś gotów?)

Atmosfera wokół całej imprezy była niesamowita. Na 2 dni triathloniści przejęli Gdynię. Na bulwarze i na plaży nie było widać nic innego tylko ludzi z zamiłowaniem do sportu. W sobotę kibicowaliśmy koleżance startującej w Sprincie i przechadzaliśmy się po okolicy. Patrzyłam na zatokę i czułam rosnący lęk, a jednocześnie ekscytację większą niż kiedykolwiek przed zawodami (no może maraton w Nowym Jorku był ponadprzeciętnie ekscytujący).

03

Wieczór przed startem - wprowadzenie roweru do strefy zmian

Wieczorem odprowadziliśmy rowery i zanieśliśmy worki z rzeczami do STREFY ZMIAN. Kilka razy sprawdzałam czy na pewno mam wszystko na rower i na bieganie. Logistyka na triathlonie jest niemałym wyzwaniem.

02

Ilość "bubli" potrzebnych na start w triathlonie przyprawia o zawrót głowy :D

Kiedy obudziłam się w niedzielę rano i jadłam naleśniki w hotelowej restauracji nie mogłam uwierzyć, że nadszedł ten dzień i że naprawdę startuję w ½ Ironmana!

04

Worki z rzeczami na bieganie zostawione... Czy ja na pewno odnajdę jutro swój w tym chaosie???

06

Damy radę! "ANYTHING IS POSSIBLE" - WSZYSTKO JEST MOŻLIWE!

3, 2, 1… start

SWIM – PŁYWANIE

Na start szliśmy ubrani do połowy w pianki triathlonowe trzymając w dłoniach czepki i okularki pływackie. Niektórzy się już rozgrzewali nie mogąc najwyraźniej wytrzymać przedstartowego napięcia...

07

Stanie w czarnej obcisłej piance triathlonowej na brzegu zatoki przez około godzinę w pełnym słońcu należy do wyzwań raczej ekstremalnych. Tak to się zaczęło ponieważ po starcie zawodników PRO pozostali startowali w systemie po kilka osób. Zanim nadeszła moja kolej zdążyłam się już solidnie spocić.

08

Oczekiwanie na start zawsze jest najgorsze!

09

Kiedy już stanęłam na samym brzegu gotowa do startu przede mną był ponad kilometr oznaczonej bojkami trasy – hen w zatokę. I prawie drugie tyle z powrotem. Starałam się po prostu o tym nie myśleć. I nie panikować. Start w triathlonie w Jeziorsku  nauczył mnie, że najgorsza jest panika. Oddychałam więc głęboko, patrzyłam na zatokę skąpaną w promieniach słonecznych i nie myślałam...

10

11

Otwarta przestrzeń zatoki robi wrażenie kiedy się wie, że trzeba TAM popłynąć...

Do połowy płynęło się w miarę łatwo. Czasem wpadali na mnie inni triathloniści, czasem to ja nie miałam miejsca żeby wyprzedzić, ale cały czas napierałam do przodu równym rytmem. Wdech – wydech… Po nawrotce za ostatnią bojką zaczęłam mocno odczuwać ból w kolanach. Takie są minusy płynięcia żabą – kolana bardzo tego nie lubią, o kręgosłupie lędźwiowym nie wspominając. Kilka razy przeszłam na chwilę do kraula, ale wtedy wszyscy zaczynali mnie wyprzedzać, czułam jak rośnie mi tętno, a poza tym… kompletnie nie wiedziałam dokąd płynę. Odcinek pływacki zaczął mi się dłużyć i marzyłam o tym, żeby już wreszcie wyjść z tej wody i poczuć się w pełni bezpiecznie…

BIKE – ROWER

Nareszcie ląd – tak zapewne myśli większość triathlonistów zaraz po wyjściu z wody kiedy ściągając piankę triathlonową chwilę później przesiada się na rower. Ulga była bardzo chwilowa bowiem już pierwsze kilometry trasy rowerowej dały mocno w kość. Miałam wrażenie, że cały czas jest pod górę! Kiedy kończył się jeden podjazd po chwili zaczynał się kolejny. Uda paliły, a to był dopiero początek…

12

Podjazdy nie są w tej chwili moją mocną stroną...

Żeby nie było zbyt nudno (i zbyt łatwo ha ha) na trasie rowerowej dopadł nas deszcz. Kiedy w pewnym momencie niebo przede mną przybrało czarny złowrogi kolor – wiedziałam, że z każdą minutą zbliżam się do strefy burzy i lada chwila zmoknę. Nie spodziewałam się, że aż tak! Lodowata ulewa zaczęła się gwałtownie i trwała bez końca. Nigdy przedtem nie jechałam rowerem podczas deszczu. Przez dłuższą chwilę nic nie widziałam, przerażał mnie mokry śliski asfalt – tym bardziej, że droga zaczęła się wić zakrętami w dół. Trudno było hamować w tych warunkach. Było mi zimno w kompletnie przemoczonym ubraniu i naprawdę mi ulżyło kiedy znów wyszło słońce.

13

Przez 90 kilometrów zastanawiałam się skąd Ci wszyscy ludzie, którzy mnie mijają mają tyle sił by pedałować tak szybko? Wyprzedzał mnie każdy, kto nadjechał z tyłu – począwszy od umięśnionych facetów o udach zdradzających ich kolarskie zamiłowanie, po kobiety o tuszy wskazującej  sporą nadwagę budzące moje zdumienie tym bardziej!  Każdy mnie wyprzedzał i zostawiał daleko w tyle aż miałam wrażenie, że nikogo za mną już nie ma na całej trasie rowerowej. Od 60 kilometra towarzyszył mi niekończący się kryzys...

14

Jak to możliwe, że Ci wszyscy ludzie mają tyle siły?????

Gdzieś po 70 kilometrze kiedy słyszałam za sobą sygnał nadjeżdżającej karetki przemknęło mi przez myśl, jak to dobrze, że to nie po mnie… Minęłam ją później – ratownicy udzielali pomocy  jakiemuś triathloniście, który pędząc nie wyrobił na zakręcie i zderzył się z asfaltem. Widok budzący dreszcze… 20 kilometrów do mety… 15 kilometrów… jeszcze tylko 10 kilometrów do mety. Dam radę. Teraz już dam radę i chyba zmieszczę się w limicie rowerowym…

15

Koniec roweru!!!! UFFFFFF!!!!

RUN – BIEG

Kiedy zostawiłam rower w strefie zmian i poczułam jak moje nogi są „z ołowiu” i ledwo nimi przebieram pomyślałam o ultramaratonie. Pamiętałam, że na setnym kilometrze było… znacznie gorzej. Wiedziałam, że się rozkręcę. Przebrałam się w różową spódniczkę i ruszyłam na pierwszą z trzech pętli półmaratonu. Miałam wrażenie, że biegnę dość wolno, a i tak… mijałam prawie wszystkich. Umięśnieni faceci z wielkimi łydami praktycznie stali w miejscu. Kobitki, które tak żwawo wyprzedziły mnie na rowerze teraz ledwo truchtały. A mnie niosły nogi!!! Było to wspaniałe uczucie choć przez chwilę zastanawiałam się czy nie biegnę jednak za szybko – może i mnie „odetnie” na kolejnym okrążeniu?

155

Było gorąco, prażyło słońce i nie biegło się wcale lekko. Jednak niosła mnie adrenalina, fantastyczny doping kibiców i już pewność, że ukończę tego IRONMANA. Kryzys przyszedł na ostatnich 3 kilometrach – podobno chwilami biegłam slalomem (tak mówią kibice), a ja pamiętam, że było mi niedobrze i strasznie gorąco.

16

Końcówka nie należała już do łatwych... Adrenalina jest niesamowita.

Ostatnie metry. META. 6 godzin 20 minut 25 sekund.  Zrobiłam to – pokonałam 113 kilometrów trasy ½ IRONMANA.

17

META!

Za metą nogi się pode mną złożyły i o mały włos wylądowałabym (znowu!) w namiocie medycznym. Na szczęście tuż za metą czekał na mnie Michał, który pomógł mi się przetransportować do strefy Finishera. Udało nam się przekonać medyków, że będę żyć i nie chcę pomocy. Przez dłuższą chwilę nie byłam w stanie iść o własnych siłach, a mdłości towarzyszyły mi jeszcze dobrą godzinę. Wszystko to jednak przesłoniła WIELKA NIESAMOWITA RADOŚĆ – ZROBILIŚMY TO – JESTEŚMY HALF IRONMAN I HALF IRONWOMAN!

18

1/2 IRONMAN (5:27) i 1/2 IRONWOMAN (6:20) Zrobiliśmy TO!!!!!

***

Ostatnie półtora roku to czas ogromnych zmian w moim życiu – prywatnym, częściowo zawodowym i sportowym.  Jeszcze dwa lata temu promując swoją książkę o bieganiu („Kobieta w biegu”) nie przypuszczałam, że zostanę triathlonistką, że w korytarzu mojego (nowego) domu będzie stał rower szosowy, a w szafie (nowej) obok wyjściowych sukienek powieszę piankę triathlonową. Do pokaźnej kolekcji ubrań biegowych dołączyły spodnie rowerowe „z pieluchą” , a lada moment mój pokój będzie pewnie „zdobił” trenażer. Nie trenuję z obsesją – trenuję z radością! Przez te półtora roku przybyło mi także szpilek i… pięknych wspomnień. Każda zmiana niesie ze sobą ryzyko, ale przede wszystkim szansę. Nie rozwijamy się jeśli stoimy w miejscu, szczególnie jeśli to miejsce nie pozwala nam rozłożyć skrzydeł. „Żyje się tylko raz, ale jak się człowiek postara to ten raz wystarczy”. Żeby żyć w zgodzie ze sobą i spełniać swoje marzenia trzeba zdobyć się na odwagę i zrobić ten jeden pierwszy krok...

Kate



Komentarze ()