zyje sie tylko raz

Inspiracja do działania kontra przesada

problem z formaDo napisania tego tekstu zainspirował mnie post na Facebooku jednej z najlepszych aktualnie polskich biegaczek długodystansowych. Post dotyczył szybkiego treningu na zmęczeniu. Podziwiam. Biorąc pod uwagę okoliczności klimatyczne ostatnich dni - podziwiam jeszcze bardziej. Determinację, siłę, wytrwałość, odporność na ból i dyskomfort (bo przecież nikt mi nie powie, że bieganie szybko w 30-o stopniowym upale jest w jakikolwiek sposób komfortowe). Ta sama biegaczka jakiś miesiąc temu wygrała bieg na dychę, na którym ja niemal padłam z przegrzania/ wycieńczenia/ zmęczenia/ totalnego braku kondycji (a ten totalny brak kondycji zawdzięczam regularnemu bieganiu 4-5 razy w tygodniu, 12 maratonom na koncie i setkom innych startów przez ostatnie 14 lat życia). Hmm, do czego zmierzam?

Znani i lubiani odnoszący sukcesy sportowcy są i powinni być dla nas motywacją - do działania, do nieustającej pracy nad sobą, do stawiania sobie celów i do walki ze słabościami. On, ona może - mogę i ja. Zmęczyć się, wyjść z domu, "zrobić trening". Dam radę! A jednak, jest jedno "ale" - nie jesteśmy zawodowcami i nigdy nimi nie będziemy więc nie wymagajmy od siebie dyspozycji zawodowców. Dla nich bieganie to praca. Oni mają pomoc w postaci trenera, fizjoterapeuty i jeszcze innych osób, dla których oczywistym jest, że bieganie jest dla tego człowieka celem numer jeden każdego dnia roku! Tymczasem dla nas - amatorów bieganie jest dodatkiem...

Nie chodzi o to, żeby nie być ambitnym - kto mnie zna ten wie, że kocham wyzwania, lubię mieć ambitne plany, ambitne treningi i satysfakcję z osiągnięcia celów. Jednak nikt z nas nie ma możliwości takich jak zawodowcy - chociażby czasowych. Jesli toś pracuje na pełen etat i zajmuje się dziesiątkami innych rzeczy to nie będzie trenował jak zawodowiec. A jeśli będzie to prędzej czy później ucierpi na tym a- jego zdrowie, b- jego rodzina i c- jego psychika, która może tego wszystkiego nie wytrzymać. Myślę, że warto zadać sobie pytanie po co robimy to czy tamto. Bo jeśli przesadzamy w naszej pogodni za ambicją to może się okazać, że weszliśmy na bardzo grząski grunt...

Dlatego nie mam ambicji trenować jak zawodowiec i podporządkowywać całego życia treningom. Bo lubię spotkać się ze znajomymi przy piwie czy w restauracji, lubię wyjechać spontanicznie na weekend i zamienić zaplanowany trening na włóczenie się górskim szlakiem. Lubię raz na jakiś czas zrobić sobie leniwy poranek i powoli w spokoju zjeść śniadanie nie gnając na trening lub z treningu, który udało mi się wepchnąć na siłę między odprowadzenie córki do przedszkola a pracę. Lubię czasem przejść się spokojnie na spacer i pogadać z przyjaciółką. Ludzie - ruszajmy się, trenujmy, stawiajmy sobie wysoko poprzeczkę, ale nie dajmy się zwariować. Szczypta treningowego szaleństwa wystarczy:)



Komentarze ()