Bieganie poza utartymi szlakami...

Doceniać możliwości i działać czyli kilka słów o motywacji.

Kiedy udaje ci się osiągnąć sukces (obojętnie czego on dotyczy) zawsze towarzyszy ci radość i uczucie satysfakcji. Często jednak później rodzą się obawy o to co dalej - jak działać, żeby nie zepsuć tego, co już się wypracowało. Jeśli do tych obaw dojdzie jeszcze potężne zmęczenie i niemoc, sytuacja zaczyna się robić co najmniej "niewygodna". Jak znaleźć w sobie pokłady nowej energii i motywacji by napierać dalej w rozsądny sposób?

Start w 30-o kilometrowym biegu na górze Kamieńsk był dla mnie niewątpliwie sukcesem - pozytywny "kop", ogromna radocha i cały czas niedowierzanie. Nie miałam jednak zbyt dużo czasu na roztrząsanie tego startu - już na dwa dni po napisaniu relacji z biegu musiałam myśleć o kolejnych wyzwaniach - tym razem nie związanych ze sportem. W planie były targi w Poznaniu, które "ogarniam" od kilku lat i które stanowią 4 pełne pracy, wyczerpujące dni. I chociaż uwielbiam to robić, być tam, działać i doświadczać to jednak nie ulega najmniejszej wątpliwości - targi są po prostu cholernie męczące fizycznie. Wiedziałam, nauczona doświadczeniem, że nie będzie czasu ani siły!) na trenowanie. Z tego powodu jeszcze przed wyjazdem wzięłam się za treningi żeby "nadrobić" zawczasu zbliżający się targowy weekend. Pomysł był jednocześnie dobry i zły. Dobry, bo dał mi komfort psychiczny, że nie odpuszczam na cały tydzień (czasem demony w mojej głowie nie dają spokoju;)) Zły, bo byłam przecież świeżo po wyczerpujących zawodach, na których dałam z siebie wszystko i moje ciało zwyczajnie potrzebowało odpoczynku. Zamiast tego zafundowałam mu 3 dni treningowej harówki zwieńczone 4 dniami ciężkiej pracy na targach. W Poznaniu udało mi się wyjść pobiegać raz o 6 z minutami rano i przysięgam, że choć było fajnie to... prawie umarłam po drodze w ciemnym parku:) Voila. W niedzielę wieczorem wróciłam do domu ledwo żywa, a perspektywa wykonania jakiegokolwiek wysiłku fizycznego następnego dnia budziła we mnie jedynie niechęć...

motywacja do treningu

Tymczasem maraton odbędzie się za 2 miesiące. Lavaredo Ultra Trail za 4 z kawałeczkiem. Coraz mniej czasu, a formie jeszcze dużo brakuje... bardzo dużo... Jak się zmotywować? Skąd czerpać energię, kiedy tej energii nie ma? Tylko ja wiem ile mnie kosztowało ruszenie tyłka na orbitreka o 7 z minutami we wtorek rano. Odprowadziłam córcię do przedszkola i wzięłam się do roboty. Wyłączyłam myślenie. Po prostu przed siebie - prawa, lewa, prawa, lewa, prawa... 10 kilometrów później czułam się już znaczenie lepiej. Nadszedł czas na właściwą część treningu - na tapecie ogólnorozwojówka w formie obwodów. Po godzinie wysiłku pot lał się ze mnie strumieniami, ciało wołało o litość, a w głowie buzowało szczęście! Tak to działa. Czy to zwykłe endorfiny? Czy to kwestia poważnego uzależnienia od wysiłku fizycznego, który w tajemniczy sposób ładuje moje akumulatory radością i energią? Czy to przemożona potrzeba odczuwania satysfakcji? A może wszystko to po trochu? Nie wiem. Jedno jest pewne - choćby nie wiem jak bardzo ciężko było się zmotywować, zawsze warto zrobić ten pierwszy krok. Każdy następny jest już łatwiejszy...

Pomagają plany. Przeglądam mój dzienniczek treningowy; patrzę ile już pracy za mną - przecież tego nie można zmarnować! Patrzę w kalendarz... coraz mniej czasu. Marzenia, cele, możliwości. Tak - trzeba doceniać możliwości. Wiesz, że nie każdy ma tak dobrze jak ty? Czasem o tym myślę i wtedy jeszcze bardziej doceniam to, co mam. Zdrowie, dwie sprawne nogi, wygodne warunki do życia, niemalże nieskończone możliwości rozwoju i działania. Możliwość zmiany na lepsze. Każdy dzień to niezapisana karta i tylko od ciebie zależy jak będzie wyglądała wieczorem. Kwestia drobiazgów - zrobiłeś trening czy poddałeś się niechęci i lenistwu? Zjadłeś batona czy oparłeś się pokusie i sięgnąłeś po owoc? Wypiłeś drinka czy wypełniłeś szklankę wodą z dodatkiem cytryny? Każdego dnia człowiek staje przed dziesiątkami pozornie drobnych wyborów. Możesz machnąć na nie ręką, a możesz podjąć działania świadomie mając przed oczami cel. Możesz coś zaplanować i w trudniejszych chwilach po prostu trzymać się planu...

Jutro bieganie. Jeśli się uda to będzie mocne bieganie. Będą też płatki owsiane, woda mineralna, owoce i sałatka z warzyw;) I nie nie "męczy mnie to" (jeśli masz na końcu języka takie pytanie). Owszem - są dni kiedy tzw. reżim treningowy wymaga więcej wysiłku (niż przewiduje codzienność matki pracującej), ale niektóre rzeczy są warte większego wysiłku. To, co widzą ludzie kiedy coś ci się udaje to tylko wierzchołek góry lodowej. Ale nie robisz tego dla ludzi. Robisz to dla siebie. A ty wiesz ile musiałeś przejść, żeby się udało. I dlatego taki sukces smakuje najlepiej:)



Komentarze ()