szczypta szaleństwa

Czy biegaczka musi być wegetarianką?

wege wegeOd jakiegoś czasu obserwuję pewną zależność - otóż coraz więcej jest w "biegowym światku" wegetarianizmu. Artykuły o przewadze diety wege nad dietą mięsną, przykłady kolejnych "wielkich" biegaczy - wegan, wypowiedzi dietetyków i wreszcie - trend wege obserwowany wsród "zwykłych" biegaczy. Odnoszę wrażenie, że w biegowym świecie być wege oznacza być "cool" (sorry szanowna młodzieży - wiem - tak się już teraz chyba nie mówi;)). Kilka razy spotkałam się już nawet z poczuciem, że fakt iż nakładam sobie na talerz kawałek mięsa stawia mnie na pozycji tej "gorszej". Przecież "nie wypada", bo wytrzymałościowcy czerpią czystą energię z roślin... Uff... Inna sytuacja - to Ty jesz masło? (Nawiasem mówiąc - tak - jem masło i naprawdę je uwielbiam! Uwielbiam też doskonałe żółte sery holenderskie i nie unikam śmietany...)

Nie mam nic przeciwko diecie wegetariańskiej, ani wegańskiej - absolutnie nic, naprawdę! Przeciwnie - uważam, że warzywa i w ogóle produkty roślinne powinny być podstawą każdej dobrej diety. Uważam, że nadmiar mięsa w diecie jest szkodliwy i jestem zdania, ze Polacy jedzą mięsa zdecydowanie za dużo. Uważam też, że niektórych produktów mięsnych nie powinno sie spożywać w ogóle (wędliny - ze względu na konserwanty; mięso mielone - nie masz pojęcia co tam jest!; wieprzowina - ze względu na zawartości tłuszczu; podroby - ze względu na związki toksyczne itd.).

Żeby nie było - sama przez 4 lata nie tykałam mięcha i przez ten czas nauczyłam się nie tylko gotować różne smakowitości, ale też komponować pożywne posiłki w stylu "wege" i "eko". A jednak... uważam, że dieta wegetariańska nie jest idealną dietą dla każdego biegacza (czy biegaczki).

Żywienie jest rzeczą bardzo indywidualną i to, co służy jednej osobie niekoniecznie sprawdzi się u innej. Dlatego nie zgadzam się z całą tą (mam wrażenie) nagonką pt. "dieta wege jest najlepsza dla biegaczy", "pozwala na zmniejszenie wagi" i "osiągnięcie idealnej wagi startowej" itd, itp... Dlaczego się z tym nie zgadzam? Dlatego, że przetestowałam ten sposób odżywiania na sobie i to sensownie przetestowalam (w końcu 4 lata to spory kawał czasu!) i mam takie oto wnioski:

  • Mimo, że moja dieta wege była "podręcznikowo" zbilansowana przez większość czasu czułam się głodna...
  • Moja waga była o 7 kilo wyższa niż aktualnie!
  • Nieustająco próbowałam się wtedy odchudzić, ale nie udało mi się to - i było to BARDZO frustrujące
  • Miałam nieustającą potrzebę jedzenia słodyczy (i kilka prób "detoksu" cukrowego za sobą - wszystkie zakończone fiaskiem!)
  • Biegałam zdecydowanie wolniej niż teraz i nie mogłam przyspieszyć (mimo treningów w tym celu!)
  • Były momenty kiedy czułam, że czegoś sobie jednak odmiawiam (chociaż nie jestem "fanką" mięcha) - szczególnie jednak kiedy przychodziło do próbowania specjałów różnych egzotycznych kuchni i okazywało się, że ponad 2/3 potraw z karty nie mogę spróbować...

To ostatnie szczególnie dało mi się we znaki w podróży, bo kiedy gdzieś jestem lubię poczuć to miejsce również dzięki smakom...

Cóż, dieta wege nie sprawdziła się w moim przypadku. Aktualnie wyznaje zasadę, że mogę jeść wszystko i to pasuje mi dużo bardziej. Nie mam poczucia, że czegokolwiek sobie odmawiam (chociaż nie jadam śmieciowego jedzenia!). Myślę, że tutaj chodzi w dużej mierze o aspekt psychiczny - fakt, że dałam sobie "przyzwolenie" na jedzenie wszystkich produktów powoduje, że... nie mam potrzeby jedzenia tych niezdrowych. To po pierwsze. Poza tym, chociaż nie przepadam za mięsem, bywa, że mój organizm go potrzebuje. Szczególnie dzień czy dwa po cięższych treningach. Po prostu dopiero kiedy zjem coś mięsnego (lub rybę) czuję się najedzona. Potrawy z mięsem (w zasadzie niemal wyłącznie najchudszym) jadam 1-2 razy tygodniowo. Więcej nie potrzebuję. Podstawą mojej diety nadal są warzywa, pełnoziarniste zboża i rośliny strączkowe. Często robię zakupy w sklepach ze zdrową żywnością, umiem zrobić kilkadziesiąt potraw, których pewnie nie powstydziłaby się wegetariańska restauracja! Ale nie ulegam "modzie" na restrykcyjną dietę wege. A tak, by the way... koktajl wegański z przepisu Rich'a Roll'a (autora książki "Ukryta siła") był najpaskudniejszą rzeczą jakiej próbowałam w moich "poszukiwaniach kulinarnych":):):)



Komentarze ()