Mallorca

Buty do biegania po asfalcie, buty do biegania po lesie, buty startowe, buty z zeszłego sezonu...

Przy wejściu do mojego mieszkania stoi kilka par butów. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że w większości z nich nie chodzę po ulicy. Są tam, zajmują miejsce w przedsionku, a mój mąż co jakiś czas się o nie potyka i pomstuje na mnie wołając, żebym wreszcie pochowała je do szafek;) A ja co? Czasem niektóre chowam, ale zawsze mam problem z wyborem, które z nich mają zniknąć z widoku. Bo wszystkie je... lubię:) I wszystkie, absolutnie wszystkie mnie motywują do wyjścia na trening. No a poza tym każde służą do czegoś innego...

 

 

Żeby była jasność - wszystkie służą do jednego - do BIEGANIA, ale każde do innego biegania, co zadziwia zazwyczaj przypadkowych gości (Ci planowani wcześniej nie mają niestety przyjemności podziwiania mojej butowej kolekcji, bo na czas ich wizyty moi "przyjaciele" czekają grzecznie ustawieni w szafce:)) Na wszelki wypadek lepiej nie wspomnę ile par zużytych butów do biegania zawala moje szafki. Przekładam je za każdym razem kiedy robię remanent i za każdym razem chowam je z powrotem gdzie się da, bo te lubiłam, w tych przebiegłam maraton, w tych była życiówka w połówce a w tych może jeszcze kiedyś pobiegam...

 

Cóż, były czasy, że wystarczały mi jedne buty do biegania. Miałam je na cały sezon, na pogodę i na deszcz, na błoto, na bieganie po leśnych ścieżkach i na start w półmaratonie. Od jakiegoś czasu jednak odkrywam nowe horyzonty jeśli chodzi o ten najważniejszy element biegowej garderoby. Mam buty "standardowe" po prostu do biegania długich dystansów (są firmy New Balance, której byłam wierna przez kilka pierwszych lat mojego biegania). Te butki w mojej aktualnej "kolekcji" zużyły się już najbardziej więc z reguły zakładam je kiedy leje, żeby nie poniszczyć innych:)). Mam buty trailowe firmy Adidas (mój ostatni nowy nabytek), które zakładam na niedzielne długie przebieżki po Lesie Łagiewnickim, gdzie nie brakuje korzeni, piasku, podbiegów i innych przeszkód terenowych. Na treningi szybkościowe zakładam dynamiczne Nike LunarEclipse+2, które wyjątkowo przypadły mi do gustu. A na starty mam jeszcze lekki model New Balance zaprojektowany na maraton w Chicago z 3 lata temu. Kupiłam je podczas podróży... poślubnej (a że nasza podróż poślubna miała charakter "wyprawy z plecakami na koniec świata" to taszczyłam później te buty na plecach uginając się pod ciężarem tego wszystkiego:)). Te butki czekały na mnie całą ciążę jako, że są takie lekkie i chciałam je sobie zachować na starty. Teraz dopiero je "rozbieguję". Tak więc kończąc te dywagacje - aktualnie mam aż 4 dyżurne pary butów do biegania. I jestem tym zachwycona!

 

Co jest takiego fantastycznego w korzystaniu z tylu par butów? Przede wszystkim w każdych biega się inaczej. Jedne są węższe, inne szersze, jedne mają bardziej przyczepną podeszwę, inne mniej. Różni je waga i najpewniej też to w jaki sposób dostosowują się do nich moje stopy. Myślę, że takie wymienianie butów w ciągu tygodnia treningowego ma dużo zalet. Noga inaczej pracuje więc jest lepiej "wyćwiczona",  a więc trudniej o kontuzje. Co więcej - wszystkie te buty jakoś wolniej się zużywają. Poza tym polubiłam świadomość, że kiedy biegnę leśną ścieżką robię to w butach stricte do tego przeznaczonych... Zaczęłam zwracać uwagę na to, że waga wpływa na ostateczny wynik w biegu. Waga ciała - głównie, ale może i waga buta... Czy to znaczy, że... zwariowałam czy może przeszłam na... wyższy poziom biegowego wtajemniczenia???

 

Pewnie znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że ześwirowałam. Dobrze. Niech sobie myślą, co chcą. Jak to kiedyś ktoś mądry powiedział "ten kto ma pasję często uważany jest za wariata...". Niech więc będzie i tak! Bo kocham to moje wariactwo, a przymierzanie (i kupowanie:)) butów do biegania jest dla mnie ogromną przyjamnością. W przeciwieństwie do kupowania wszystkich innych butów - tego gorąco nie znoszę! Byłam w zeszłym tygodniu w mieście w celu kupienia butów do sukienki. Odwiedziłam pewnie z 15 sklepów i sklepików z butami, przymierzyłam  kilkadziesiąt par i wiecie co? Na wesele koleżanki chyba pójdę boso!



Komentarze ()