szczypta szaleństwa

Uciec jak najdalej... czyli kilka fotek z bieszczadzkich szlaków i kilka takich sobie myśli...

Koniec lata zawsze niesie ze sobą nostalgię. Nie da się inaczej. Coś się kończy, coś się zaczyna... Banał - oczywiście, ale nie zmienia to faktu, że końcówka września jest szczególnym czasem w roku. Tym razem lato minęło mi nadzwyczaj szybko. Czy to dlatego, że pracowałam dużo i niewiele miałam urlopu? Czy dlatego, że średnio raz w miesiącu jeździłam na karkołomne górskie zawody, które kończyły się kilkudniowym odpoczynkiem od treningów przez co czas płynął inaczej? Nie wiem. Wiem tylko, że lato skończyło się zbyt szybko, że nie zdążyłam zrobić wszystkiego co chciałam zrobić tego lata i że nie mam pewności czy jestem całkiem gotowa na jesienne pluchy... Korzystając z nadarzającej się okazji na ostatni tydzień września uciekłam w Bieszczady. W Polsce już dalej się nie da, a że na zagranicę zabrakło czasu padło na nasz polski koniec świata. I dobrze. Bieszczady są fenomenalne. I są najlepszym chyba miejscem żeby się na chwilę zatrzymać...

20150921 103444 800x450

20150921 115745 800x45020150921 123832 800x488

20150921 124033 800x45020150921 131601 800x45020150922 113416 800x45020150922 122307 800x45020150922 123319 800x45020150922 131754 800x45020150922 133047 800x45020150922 145835 800x45020150922 163955 800x45020150923 095922 800x45020150923 122856 800x45020150923 123726 800x45020150923 133009 800x45020150923 142536 800x45020150923 144154 800x45020150925 184358 800x450

Zostałabym jeszcze dłużej - z dala od korków ulicznych, pośpiechu, dzwoniących telefonów, facebooka z like'ami,  kilkunastu maili na minutę i ciągle niedokończonych spraw. Powrót ułatwił mi trochę deszcz siąpiący już od czwartku - chmury zasłoniły wszystko, co budziło zachwyt. Zostały smaki - grzane piwo kojące bolące gardło i pierogi w stylu łemkowsko-bojkowskim, które zainspirowały mnie (być może;)) do robienia pierogów... To jednak za mało by mnie zatrzymać. Życie nie stoi w miejscu... Ale Bieszczady kocham!

PS. Od Festiwalu Biegowego w Krynicy nie biegałam! Obiecałam sobie odpoczynek więc chociaż mnie nosi - odpoczywam. Regeneracja jest naprawdę ważna. Jeśli biegasz i nigdy nie odpoczywasz prędzej czy później dorwie cię jakaś paskudna kontuzja. Lepiej więc, szczególnie po ciężkim biegu (a takim niewątpliwie było dla mnie 64km w Krynicy) po prostu wrzucić na luz i chwilowo zająć się innymi rzeczami w życiu. Żeby pasja nie zmieniła się w obsesję:) Albo w chorobę.

PS2. Mówiąc o chorobie... zmagam się z jakimś paskudztwem. ZNOWU! Tuż przed moim wyjazdem Młoda przyniosła bakcyla z przedszkola - ot standard. Nieco mnie standardowe jest to, że tylko ja jeszcze jestem chora i wcale nie ma mi się ku lepszemu. Rodzinka wychorowała się szybko a mnie męczy nadal. Ten kompletny brak odporności momentami mnie przeraża. Ale... najważniejsze to NIE PODDAWAĆ SIĘ. Jutro zaczynam kolejną rundę łażenia po lekarzach. A w gorszych chwilach będę myśleć o Bieszczadach...

 



Komentarze ()