Mallorca

W poszukiwaniu pozytywnych aspektów przedłużającej się zimy...

zimaPo zeszłotygodniowym ociepleniu chyba każdy miał już nadzieję, że zima sobie pójdzie na dobre, na drzewach pojawią się zielone pąki, a słońce będzie stałym bywalcem podwórka. Nic z tego. Zima postanowiła wrócić i to ze zdwojoną siłą zasypując wszystko wokół śniegiem i... niejednemu biegaczowi krzyżując plany przygotowań do wiosennych zawodów. Przecież już połowa marca i wypadało by pobiegać trochę szybciej zanim staniemy na linii startu! Półmaraton Warszawski za trochę ponad póltora tygodnia, a tu wokół śnieg i lód na ulicach! Cóż, trochę na przekór temu, że naprawdę nie lubię zimna i naprawdę mam już dosyć tej zimy postanowiłam sobie poszukać pozytywnych aspektów panujących okoliczności przyrody...

 

Zaczęłam w niedzielę wychodząc w ponury poranek na długie wybieganie. Samochód zdecydowałam się zostawić pod blokiem (po co marnować czas na odśnieżanie i odskrobywanie szyb?) co z góry zdefiniowało, że moje wybieganie będzie NAPRAWDĘ DŁUGIE. Być może gdyby nie trzeba było odśnieżać wsadziłabym cztery litery w auto i pojechała na bieganie do lasu. Wtedy kilometrów było by mniej, a tak to wyszło 31... Czyli solidne długie wybieganie zawdzięczamm panującym warunkom atmosferycznym połączonym z pewną dozą... lenistwa:) Jest pierwszy pozytywny aspekt!

 

Ponieważ biegnięcie ulicą pokrytą topniejącą śnieżną breją po jakimś czasie mi się znudziło (nie mówiąc już o tym, że zaczęłam odczuwać dyskomfort w przemoczonych skaretkach) za namową znajomych zdecydowałam się kontynuować trening w lesie. Kilka kilometrów przedzierania się przez zaśnieżone ścieżki dało mi niezły wycisk. Biały puch "uciekający" spod butów sprawił, że "efekty treningu" zaczęłam odczuwać w plecach, barkach a nawet ramionach! Świetna siła biegowa i to zupełnie "przypadkiem". Kolejny plus dla zimowej aury!

 

krioterapiaJeszcze jakiś pozytywny punkt? Hm, darmowa krioterapia w zasadzie "od ręki". Można zaraz po skończonym treningu natrzeć zmęczone nogi śniegiem i ppoczuć natychmiastową ulgę w mięśniach! Bez czekania w kolejkach, bez narzekania na NFZ, bez płacenia:)

 

Wczoraj tak się złożyło, że musiałam odśnieżać samochód trzykrotnie. Uff. Można się zdenerwować i można narzekać... Ale można też pomyśleć ile to spalonych kalorii i to w zasadzie "przy okazji". Gdyby tak dodać te "kalorie" spożytkowane na wszystkie zimowe odśnieżania samochodu wyszło by pewnie kilka tysięcy... I gdzie to miejsce na marudzenie???

 

Na spacerze z córcią okropnie zmarzłam (niestety tak się składa, że zimą na dworze jest mi ciepło tylko wtedy, kiedy biegnę!) i po powrocie do domu poczułam się naprawdę szczęśliwym człowiekiem! Gorąca herbata z miodem smakowała jak niebiański napar. Trzeba zmarznąć, żeby docenić takie drobiazgi:)

 

Kolejny plus wszechobecnej szarugi dotarł do mnie dzisiaj, kiedy kolejną godzinę siedziałam z nosem utkwionym w komputerze. Gdyby świeciło słoneczko pewnie przykro było by mieć tak dużo pracy. Tymczasem w aktualnej sytuacji nadmiar zajęć w zasadzie mi nie przeszkadza. Przynajmniej nic mnie nie odrywa od obowiązków!

 

Wygląda na to, że bez większego problemu udało mi się znaleźć kilka pozytywnych aspektów wszechobecnej zimy:) Co prawda fakt, że ciężko w tych warunkach pobiegać szybciej, bo nogi jakoś nie chcą się trzymać podłoża i że nie wiem jak to przełoży się na rezultat półmaratonu w Warszawie ani w Pabianicach, gdzie planuję pobiec dwa tygodnie później... Będzie co ma być! Jedno jest pewne - po 2,5 miesiąca biegania w zimowych warunkach mam idealną bazę siłową i wytrzymałościową. Jeśli wszystko pójdzie dobrze jest szansa na to, że z czasem uda się wkroczyć na wyższy biegowy poziom. Grunt to optymizm:)

 

 



Komentarze ()