szczypta szaleństwa

Biegam bo chcę. Jestem jaka jestem.

biegam bo chceChoćbyś nie wiem jak się starał zawsze coś będzie nie tak, coś pójdzie nie tak, coś się przytrafi i powali Cię na kolana w najmniej oczekiwanym momencie (jak przyniesiona z przedszkola grypa jelitowa...). Trudno - takie jest życie. Trzeba iść dalej i robić swoje. Po swojemu - bo nie ważne jak bardzo będziesz się starać żeby było "tip-top" zawsze znajdzie się ktoś, kto skrytykuje to co robisz albo zapyta głupio dlaczego w ogóle coś robisz, po co... Albo zarzuci Ci, że pomieszało Ci się w głowie bo wymyśliłaś sobie bieg na 100km zamiast planować weekend w domu (jak przystało na prawowitą matkę - Polkę):) Po co się tym w ogóle przejmować? Otóż to. Biegam bo chcę. Jestem jaka jestem... Dziś kilka przemyśleń: o bieganiu, biegach ultra, pracy dziennikarskiej i macierzyństwie. O wszystkim po trochu i szczerze. Bo nie lubię hipokyzji...

 

Ultra i bieganie w ogóle

Od mojego debiutu w ultra minęły 3 tygodnie. Emocje opadły. Pierwsze przemyślenia już za mną. Czas na kolejne. Czego ja chcę od biegania? I po co? Zaczęłam się nad tym trochę zastanawiać ostatnio. Pokonalam ultra. Co dalej? Czy będą następne? Pewnie będą, bo jednak jest w tym coś wciagającego i nie chodzi tu wcale o ściganie się ze sobą, z czasem czy tymbardziej z innymi. Chodzi o to poczucie niesamowitej energii w skrajnie zmęczonym ciele. To jest jak magia. Wcale nie czuję się bohaterką, bo ukończyłam Bieg 7 Dolin. Przeczytałam niedawno taki felieton, Marty Sz. "Ultramaratony są dla cieniasów". Miał być dający do myślenia. I jest. Bo z częścią się zgadzam. Niektórzy biegacze startujący w ultra faktycznie szukają tylko wyróżnienia/ poklasku/ chcą poczuć się wyjątkowi nie robiąc tak naprawdę niec wyjątkowego. Ale... z drugiej strony ja sie z tym tekstem nie zgadzam. Na trasie poznałam tylu niesamowitych ludzi, którzy nie byli tam dla poklasku. Byli tam bo kochają góry, bo kochają TO uczucie, bo szukają siebie, albo czegoś w sobie. I na pewno nie są to ludzie, którym "nie chce się wysilić, aby biegać szybciej". Czy to ma znaczenie czy ktoś biega szybko czy daleko? Dla mnie nie ma to znaczenia w ogóle. Każdy kto biega jest biegaczem. Czy biega 5km czy 150. A najważniejsze to to, aby robił to z miłości do sportu. Z radością. I żeby pozostał wierny przede wszystkim sobie. Bedę próbowala biegać szybciej, ale będe też probować sił w ultra. Dlaczego? Bo chcę!

 

Praca w dziennikarstwie...

Z całym szacunkiem do dziennikarzy, którzy pokończyli studia dziennikarskie i przez lata pracowali w znanych polskich tygodnikach, gazetach codziennych czy czasopismach - moim zdaniem studia nie są wyznacznikiem tego kim się jest z zawodu (ja geografem się nie czuję:)). Liczy się to, co robimy na codzień i z jakim to robimy zaangażowaniem. W świecie biegowym pojawiłam się publicznie mniej więcej trzy lata temu. Stworzyłam portal o bieganiu dla kobiet (www.kobietkibiegaja.pl) Serwis nieustająco się rozwija i współpracuje z prawdziwymi ekspertami z poszczególnych dziedzin. A wciąż od niektórych słyszę  lub w niektórych miejscach czytam, że to blog i nie wszyscy traktują nas poważnie. OK, zwał jak zwał, w zasadzie mam to gdzieś. Ale na którym blogu pojawiają się artykuły napisane przez specjalistów lub napisane w konsultacji ze specjalistami? Czasemi odnoszę wrażenie, że w Polsce jest za dużo hejtu jeśli chodzi o nowe inicjatywy. Coś powstanie, coś zaczyna się podobać i już pojawia się lawina krytyki. Bo tak. Nie uważam się za dziennikarkę przez duże D. Za mało mam jeszcze doświadczenia i do pięt nie dorastam wielkim dziennikarzom o znanych nazwiskach. Ale przez te trzy lata prowadzenia portalu trochę dowiedziałam się o pracy redakcyjnej, nikt mi w tym nie pomagał, pracowałam nocami kiedy miałam czas, uczyłam się na własnych błędach... Moją pracę dziennikarską traktuję poważnie. I fajnie, żeby traktowano mnie poważnie:) Bo poza  wszystim to co robię - robię z pełnym zaangażowaniem. Nic nie motywuje mnie bardziej niż pozytywne opinie czytelniczek portalu. Dzięki dziewczyny!

 

Macierzyństwo 

Ta dziedzina życia od ponad 3 lat nieustająco wymaga ode mnie najwięcej - cierpliwości, energii, zrozumienia, siły. Nie jestem matką idealną i powiem to wprost - nie aspiruję do tego, żeby taką być. Zbyt często widzę kobiety, które udają wiecznie szczęśliwe, zaabsorbowane w 100% w dbanie o rodzinę i dom. Nie wierzę, że nigdy się nie zdenerwują, nie wierzę, że  nigdy nie stracą cierpliwości i nie wierzę, że nie marzą o tym, aby wszyscy zostawili je w świętym spokoju. Wybieram szczerość. Staram się najlepiej jak mogę, ale różnie to wychodzi. Jest zgrzyt i krzyk, jest frustracja kiedy po raz n-ty słyszę NIE choć tak bardzo się starałam. Jest zniecierpliwienie. Jest znużenie, a czasem chęć zamknięcia sie w cichym pokoju, którego nie ma... Czasem chciałabym mieć cały ten czas tylko dla siebie. Całego mieć nie mogę więc chcę mieć chociaż część. Być może jestem egositką. Być może. Jeśli się to komuś nie podoba - jego problem. Jestem jaka jestem. I... tak - wystarczy, że będę matką wystarczająco dobrą. I wierną swoim ideałom.

 

Tak sobie myślę, że na przestrzeni ostatnich trzech lat zrobiłam się bezkompromisowa jeśli chodzi o niektóre rzeczy. Nie widzę kompromisów jeśli chodzi o treningi, nie odpuszczam sobie pracy, bo mi się nie chce. Nie ulegam krytyce jeśli chodzi moje podejście do życia. Trzymam się swojego. Biegam bo chcę... Jestem jaka jestem...

 



Komentarze ()