Przychodzi biegaczka do lekarza...

nienormalna"Przychodzi baba do lekarza..." - każdy zna taki początek żartu i pewnie każdy zna jakieś mniej lub bardziej zabawne zakończenie. A czy ktoś zna żart zaczynający się od słów "przychodzi biegaczka do lekarza...". Nie? No to jedziemy... Przychodzi biegaczka do lekarza po skierowanie (ale zanim je dostanie chce podpytać jakie przydało by jej się najbardziej w jej przypadku - w końcu od tego jest "lekarz pierwszego kontaktu", prawda?). "No, Pani to nie jest normalna!" (Doprawdy???)  "Pani to jest wyczynowcem jakimś" (Hmmm, pierwsze słyszę:)) "Pani się nieźle wypompowuje, diabli wiedzą co tam Pani dolega" (No tak, diabli wiedzą Panie doktorze, faktycznie - i dlatego właśnie do Pana przychodzę między innymi:)) Taaaak, przychodzi biegaczka do lekarza i dowiaduje się, że nie jest normalna. Zostaje też oczywiście zapytana po co się tak eksploatuje i czy nie lepiej pooglądać telewizję (NAPRAWDĘ usłyszałam takie pytanie!).

Dobrze, że poszłam do tego doktora przygotowana od A do Z, z pełną świadomością tego co może mi się przydać. Po kilku minutach kręcenia głową i rzucania stwierdzeń o moim braku normalności dostałam skierowania na potrzebne badania. Uff, dobrze, że potrafię przeanalizować wyniki, bo może przypadkiem zostałabym jednak wysłana do psychiatryka:)! Jeszcze lepiej, że mam pod ręką męża lekarza, który nawet jeśli nie uważa mnie za całkiem normalną to przynajmniej się z tym nie ujawnia:)

Kiedy zaczęłam pisać ten post przypomniały mi się jeszcze inne doświadczenia w podobnym klimacie. Pamiętam jak poszłam do ortopedy z bólem kolana i oczywiście powiedział mi, że skoro boli przy bieganiu to mam nie biegać i już (to chyba taki standard odpowiedzi:)), kiedy miałam zapalenie ścięgna achillesa trzech kolejnych lekarzy powiedziało mi, że "Pani to na pewno już nie będzie biegać, to po prostu będzie NIEMOŻLIWE" (hmmm doprawdy? Bo jakoś niecały rok później przebiegłam mój pierwszy maraton:)). Kiedy przez prawie rok bolało mnie rozcięgno podeszwowe usłyszałam, że TYLKO kilka miesięcy przerwy w bieganiu może mi pomóc (a pomogła po prostu zmiana obuwia i praca nad techniką biegania). W zeszłym roku kiedy po 2 miesiącach nawracajacego bólu gardła poszłam do lekarza powiedział, że to na pewno przez bieganie i że jak przestanę biegać to pewnie mi przejdzie (cóż, nie odważyłam się sprawdzić).

Przychodzi biegaczka do lekarza... no komedia po prostu! Cóż, zostawiłam "wszystkie dobre rady i wspaniałe stwierdzenia Pana doktora" na boku i w sobotę wybrałam się pobiegać na górki do Łagiewnik. W niedzielę poprawiłam 25- kilometrowym bieganiem po lesie również w tychże Łagiewnikach. Było pięknie. Było ciężko. Bolalo (i chwilowo boli dalej:))  Ale nic tak nie poprawia samopoczucia jak dobry trening. Po tym weekendzie jestem fizycznie zmęczona jak przysłowiowy "koń po westernie", ale czuję się też silniejsza, zdrowsza i mega zadowolona z życia. A mój "wariacki" plan na początek września (ciicho  sza) chociaż wydaje mi się niepojęty, to jednak ma w sobie moc dodawania energii bardziej niż cokolwiek! Oba weekendowe popołudnia po po treningach spędziłam bardzo aktywnie uszczęśliwiając na wszelkie sposoby moje dziecko. Gotowa na nowy tydzień!

 



Komentarze ()