Biegaczka na siłowni

Wybrałam się dzisiaj na siłownię. Nie pierwszy raz, o nie nie. Chodziłam już kiedyś regularnie do fitness clubu tylko, że... chyba to było w sumie dość dawno temu bo niektóre rzeczy mi sie zapomniały... Tym razem wybrałam się z kilku względów. Otóż, po pierwsze warto wzmocnić się przed rozpoczęciem kolejnego ostrego planu treningowego, poza tym chwilowo ograniczam bieganie co naprawdę nie jest łatwe!!! no a dodatkowo miałam w domu karnet na siłownię od maja (wygrałam na Biegu Ulicy Piotrkowskiej w Łodzi) i chyba czas najwyższy by go wreszcie "uaktywnić". Postanowiłam więc, że do końca roku ćwiczę na siłowni. Uff... pierwszy problem to znaleźć czas. Dziś wybrałam sie zamiast wtorkowego treningu biegowego, ale co będzie kiedy wznowię na dobre moje bieganie? - tego jeszcze nie wiem. 

O ile czuję się już nawet trochę "ekspertką" jeśli chodzi o samo bieganie o tyle na siłowni poczułam się jak totalny laik. Jak już wspomnaiałm sprzęt do ćwiczeń nie jest mi totalnie obcy ale... kiedy podeszło do mnie dwóch "napakowanych" panów w celu pokazania mi że przy tym ćwiczeniu" łokcie powinny być wyżej" a tutaj "siedzisko należy podnieść do góry żeby ćwiczyc ten i ten mięsień"- cóż- poległam. Nie, nie zupełnie. Zostałam na siłowni i wykonałam ćwiczenia na całe ciało (tak mi się przynajmniej wydaje). Jednak fakt faktem, że panowie przydali się jeszcze niejeden raz (ku mojemu zaskoczeniu okazali się profesjonalnie przygotowani do udzielania fachowej pomocy ćwiczącym:)).

Nie uważam, że siłownia nie jest dla kobiet. Wręcz przeciwnie - myślę, że kobiety powinny ćwiczyć siłowo nie tylko po to, aby ładnie wyglądać, ale przede wszystkim po to aby miec zdrowe, silne ciało. Tylko dlaczego drążki są tak ciężkie, że samo zamontowanie ich na wyciągu nad głową jest fizycznie nieosiągalne dla przeciętnej kobiety? Dlaczego podniesienie ławeczki wyżej i zmiana rozstawienia niektórych przyrządów już sama w sobie jest niezłym treningiem? A przecież nie jestem znowu jakimś totalnym słabeuszem... Ku zdumieniu męskiej części "publiczności" podciągnęłam się nawet 4 razy na drążku, co zostało z resztą skomentowane "nie każdy tak potrafi":):):) Ha! Tutaj miałam satysfakcję, którą... zawdzięczam mojej córeczce, bo umiem się  podciągnąć odkąd noszę mojego skarba na rękach:)

Usłyszałam tez gdzieś między wierszami, że powinnam odpoczywać po kolejnych seriach ćwiczeń. Może i powinnam, ale przecież "kiedy biegnie się maraton nie można odpoczywać więc nie ma co się relaksować, trzeba ćwiczyć". Tak to zgrabnie ujęłam i ruszyłam robić trzecią serię skośnych "brzuszków", która pozostawiła moje ciało palące od bólu - i to niestety nie tylko bólu poćwiczonych mięśni - nadal odczuwam bliznę po cesarce a to już będzie półtora roku:(

Na koniec stanełam sobie na platformie BOSU (taka jakby przecięta na pół gumowa piłka ) i ćwiczylam utrzymywanie równowagi na jednej nodze. To świetne ćwiczenie wzmacniające staw skokowy. Nie staniesz się przez to zgrabniejsza, ani szczuplejsza, ale za to masz szansę stać się lepszą biegaczką. A o to przecież chodzi! Z taką determinacją w głowie sterczałam na tej niby piłce dobrych kilka minut zmieniając tylko nogi. Panowie przyglądali się nieukrywając zdziwienia...

Podsumowując - idąc na siłownię należy zabrać ze sobą sporą dawkę cierpliwości, niemało wyrozumiałości dla własnych niedociągnięć i jeszcze więcej poczucia humoru:)

 



Komentarze ()