Biegaczka - mama pełna energii?

zooJestem biegaczką, a zatem według wszelkich dostępnych gdziekolwiek informacji powinnam być wulkanem energii, szczęścia i radości z głową pełną fascynujacych pomysłów - i to od rana do nocy. Wszak bieganie zwiększa poziom endorfin, sprawia że mamy więcej energii, jesteśmy bardziej zadowoleni z siebie i kreatywni. Wspaniale! Tylko, że coś tu "nie gra"... Od jakiegoś czasu (naprawdę już nie pamietam od kiedy!) wstanie rano sprawia mi wyjątkowo dużo problemu, rano skrupulatnie unikam luster przynajmniej do czasu kiedy skończę pić pierwszą kawę. Co więcej zdarza się, że potykam się o własne nogi i notorycznie o czymś nie pamiętam... zupełnie jakby przez moją głowę przetaczało się codziennie tornado. Kreatywnośc? Nie, na ten temat nie napiszę, bo w sumie trudno to samej ocenić, ale jakiegoś "wow" nie odnotowałam. Odnotowałam natomiast okropne zmęczenie. A ja mam dopiero 30 lat! Albo już? Może to o to chodzi? Może moje obawy przed zmianą kategorii wiekowej były całkeim podstawne? Może po prostu nadszedł już ten "wiek kiedy na regenerację potrzeba więcej czasu"...Nie! To nie może być to!!! Nie wierzę. Przecież to nie może spotkać mnie!!! A jednak, słowo daję - coś jest na rzeczy. Ja po prostu nie mam siły na codzienne funkcjonowanie. Biegam. Biegam w sumie znowu coraz więcej, bo przecież nadszedł moment kiedy trzeba zacząć przygotowywać się do maratonu w Berlinie. Jestem w tym całym sercem! Plan treningowy gotowy. Głowa też gotowa i pełna zapału tylko... ciało jakoś niedomaga...

Zrobiłam badania krwi. Wyniki perfekcyjne. Nawet do elektrolitów nie można sie przyczepić. Odżywiam się zdrowo - piramida zdrowego odżywiania wisi na mojej lodówce i poza małymi odstępstwami dla zachowania "normalności":) generalnie trzymam się jej bez problemów...

Czy to tempo życia? Ja wiem, że kiedyś pracowano w soboty, ale jednak chyba nie było aż takiego pośpiechu wszędzie. Teraz wszystko jest na wczoraj, na tydzień temu, na już... telefon za telefonem, mail za mailem, sprawa za sprawą... Jak my żyjemy??? A jeszcze po drodze zakupy, jeszcze zupkę ugotować rano przed pracą (i lepiej otworzyć oczy żeby się nie poparzyć i palca sobie nie obciąć krojąc warzywa), jeszcze znaleźć czas na plac zabaw i zabawę w berka, na przeczytanie książeczki i pośpiewanie przed snem (i nie ważne, że nie umiem śpiewać, bo mojej Małej i tak się podoba ciągle ta sama piosenka)... na ile jeszcze innych rzeczy trzeba zorganizowac sobie chwilę? Gdzie w tym wszytskim czas na odpoczynek? Bieganie to mój odpoczynek. Tak, ale... No właśnie...

Nie, nie chcę tutaj dewaluować roli biegania w życiu kobiety. Naprawdę nie. Nie wiem jak bym mogła żyć bez biegania, bez tego wysiłku, zmęczenia fizycznego i satysfakcji po każdym treningu, bez tych godzin spędzonych samotnie i w towarzystwie innych biegaczy na ścieżkach, bez tego odpoczynku od całego cywilizowanego świata. Naprawdę nie wiem. Dlatego biegam. Dlatego powoli skrupulatnie realizuję ten plan treningowy, a przynajmniej trzymam się jego najważniejszych punktów. Chciałabym jednak odzyskać energię, zwykłą siłę na codzienne czynności tak, żeby kazda rzecz w rozkładzie dnia nie była okropnym wysiłkiem...

Usłyszałam ostatnio w radio jak pani prowadząca program zachęcała koło 8 rano: "spójrzmy na dzieci jakie radosne wstają z łóżek i spróbujmy je naśladować". Droga Pani - próbuję nieustająco, ale tak sobie myślę, że gdybym podobnie jak moja córeczka spała 10-11 godzin na dobę to nie musiałabym próbować. Myślę, że uśmiech sam cisnąłby mi się na usta już o poranku... Tymczasem siłą woli, siłą rozpędu, siłą macierzyńskiej miłości i wielką chęcią przeżycia wszystkiego co się da, najpełniej jak się da - gnam do przodu i jakoś to jest. Czasami tylko brakuje mi siły żeby skakać ze szcześcia od samego rana...



Komentarze ()