Mallorca

Bardzo rozbiegany weekend z bardzo długim wybieganiem:)

Niedzielny wieczór. Mam dziś "w nogach" 27 (a może 28 kilometrów). Czuję się trochę "zajechana", ale... bez przesady. Przede wszystkim czuję się cudownie wypoczęta, odstresowana i zadowolona z siebie! Kocham takie długie wybiegania. Dzisiaj nawet nie miałam tego w planie. Cel był taki, żeby pokonać mniej więcej 20km. Tymczasem biegałam ponad 2,5 godziny i... mogłabym jeszcze biec... Nie wiem nawet skąd to sie wzięło we mnie. Może to troche ekstremalne marzenie o górach, o szlakch o bieganiu całymi dniami... może TO zasiało gdziś zierenko, nie tylko w mojej głowie, ale w całym moim ciele, które teraz podświadomie chce więcej... Tego nie wiem, ale czuję, że bieganie daleko naprawdę sprawia mi frajdę. Coraz większą...

 

Pobudka jak zawsze przed siódmą. Zrobiłam Pauli mleko, sobie mocną kawę z ekspresu, a nam obu przygotowałam usmażone wczoraj przez męża naleśniki. Zjadłyśmy śniadanie z wielkim smakiem i zabrałysmy się za zabawę. Przed 9 zaczęłam się ubierać w legginsy a o 9:15 wyszłam z domu. Kilka minut później wybiegłam z bloku w niedzielny zimowy poranek. Cel - wybiegać wszystkie negatywne emocje zgromadzone przez ostatnie kilka dni...

Na dobry początek około 7 kilometrów przez miasto do Łagiewnik. Nie lubię biegać przez miasto, ale dziś cel był taki, żeby przebiec więcej kilometrów więc nie mogłam marnować czasu na dojazdy samochodem! Przed 10 byłam już w lesie. Kilka minut po - ruszyliśmy zwartą ekipą na nasz wspólny trening. Zmrożony śnieg pod nogami, wąskie ścieżki i świeże powietrze. Tak dobrze mi się biegło, że jakoś zapomniałam o tym ile już przebiegliśmy kilometrów i o tym, która jest godzina. Zapomniałam o całym świecie! Tuż przed jednym z większych podbiegów na naszej trasie zorientowałam się, że dochodzi 11,  a planowałam w południe być już w domu. Świetnie! Po pokonaniu górki odłączyłam się od ekipy i przyspieszonym krokiem ruszyłam w drogę powrotną... Nie taką krótką.  W końcu przebiegłam dziś w sumie 27 kilometrów, może nawet 28 bo trudno doliczyć się dokładnie...

 

Wczoraj też było bardzo na sportowo - wybraliśmy się do lasu wszyscy razem - Paula drugi dzień pod rząd miała okazję pojeździć na sankach - w piątek szalała z mamusią, wczoraj z tatusiem:) Mamusia natomiast korzystając z tak sprzyjających okoliczności postanowiła jak najbardziej się zmęczyć przez tą godzinę czasu. Skończyło się na szaleńczej przebieżce fragmentem niebieskiego szlaku:) Półtorej godziny później byliśmy już z mężem na basenie:)

Cóż, podsumowując - mam za sobą jeden z lepszych weekendów tej zimy. To chyba dobrze wróży na najbliższy tydzień. Tego się trzymam!



Komentarze ()