Bieganie poza utartymi szlakami...

Back on the road:)

back on the roadChwilę się zastanawiałam jak zatytuować dzisiejszy post i w sumie tylko to jedno zdanie po angielsku przychodziło mi wciąż do głowy więc niech będzie po angielsku - I am back on the road! Przeleciałam dziś 30km i czuję się świetnie! Dzięki za towarzystwo Maćku! Kilka dni odpoczynku zrobiło swoje. Doczytałam kilka kwestii o diecie i chyba znalazłam głównego "winowajcę" mojego kiepskiego stanu (ale o tym za chwilę). Właściwie to wróciłam do biegania już w zeszłą niedzielę, ale powrót ten był (delikatnie mówiąc) bolesny bo po 6km wyłożyłam się jak długa w lesie i nieźle się poturbowałam. Znajomi śmiali się, że bawię się w komandosa a ja postanowiłam po tym wydarzeniu "odpocząć jeszcze chwilę". W środę udało mi się przebiec 20km i w rezultacie zamykam ten tydzień z sumą ok 75km. Nie jest źle! Pomijając kilometry, treningi i kwestie cielesne (siniaki, zadrapania i dziura w łokciu powoli się goją:)) - czuję w sobie determinację i mam wyjątkowo dużo optymizmu jak na ostatnie wydarzenia:) Dobry stan na 1-y dzień miesiąca!

 

Wracając do kwestii żywieniowych - zupełnie nie wiem jak to się stało, że nie zwróciłam uwagi na ta istotny element. W mojej szaleńczej pogoni za idealną (czytaj - jak najniższą) wagą startową zapomniałam o absolutnej podstawie odżywiania. Zapomniałam - bo przecież to nie tak, że "nie wiedziałam"! Otóż - od dłuższego czasu unikam węglowodanów prostych. Jem je w zasadzie tylko przed treningami, a poza tym "od wielkiego dzwona" jak to się mówi, jak już naprawdę nie mam nic innego. Unikam czyli - nie jem białego pieczywa, nie zjem ciasteczek, białego ryżu czy zwykłego białego makaronu (chyba, że  przed bieganiem). Tymczasem właśnie takie rzeczy powinno się zjeść zaraz PO treningu - żeby szybko uzupełnić glikogen w mięśniach i umożliwić sobie regenerację mięśni. Chleby razowe, ryże pełnoziarniste i makaron razowy czy orkiszowy (które ostatnio uwielbiam) są świetne tylko, że na chwilę później. Najpierw (w ciagu 30 minut od zakończenia treningu) trzeba sobie zapewnić choćby niewielką dawkę łatwo przyswajalnych "węgli" jak zwykli mawiać biegacze czyli właśnie węglowodanów prostych. To może być też w formie płynnej np. w postaci izotonika lub wody z miodem. Byle był tam szybko wchłanialny cukier. Tymczasem ja po cieżkich treningach piłam ostatnio wodę! Wstyd się przyznać, naprawdę, bo przecież niejedno już czytałam na temat diety sportowców. Niejedno już NAPISAŁAM na ten temat po przeczytaniu jakiegoś mądrego opracowania! Jak widać kolejny raz okazuje się, że teoria to jedno, a praktyka swoje. Szczególnie jak człowiek nakręci się mocno na jakiś cel np. na odchudzanie. Notabene, według wszelkich źródeł spożywanie węglowodanów prostych bezpośrednio po bieganiu w żadnym wypadku nie powoduje tycia. Tyle na ten temat. Ameryki tu nie odkryłam, ale postanowiłam podzielić się przemyśleniami, z tymi którzy czasem czytają mojego bloga. Cokolwiek dzieje się nie tak w treningu zawsze jest jakiś tego powód. Oczywiście - nie ten jeden, bo poza podstawowym błędem żywieniowym "zajechałam" moje ciało brakiem odpoczynku. Być może jeden element nie byłby takim problemem, ale już dwa czy trzy błędy jednocześnie mogą zupełnie zaburzyć każdy, nawet najlepszy plan treningowy.

 

Mam nadzieję, że najgorsze mam już za sobą. Pod koniec zeszłego tygodnia dostałam maila ws. 40. Berlin Marathon. Numer startowy - 9328. Słowa nie wyrażą jak bardzo się cieszę, że tam pojadę:) Przede mną jeszcze trzy tygodnie pracy treningowej. Teraz stawiam na szybkość (zdecydowanie odstawioną na boczny tor w ostatnich tygodniach). Optymizm jest. A będzie... co ma być!

Na zdjęciu - hm... moje nogi na chwilę przed dzisiejszym treningiem:)



Komentarze ()