Bieganie poza utartymi szlakami...

3 tygodnie przed maratonem

Za trzy tygodnie maraton w Łodzi. Na treningach grupowych daje się wyczuć poruszenie, ludziska coraz bardziej gadają o planowanych życiówkach, o ostatnich szlifach, taperingu i odżywianiu okołomaratońskim. Stoję (a raczej biegnę) obok, przysłuchuję się i... zastanawiam się czy mnie to wszystko w ogóle dotyczy! Tak, biegnę ten maraton i tak - mam za sobą kilkumiesięczny okres przygotowań wraz z drużyną, ale... czy myślę o jakiejś konkretnej życiówce? Mam nieodparte wrażenie, że czuję to całe bieganie trochę inaczej. Tak - CZUJĘ - dobrze przeczytaliście! Doświadczenie podpowiada, że zbyt rygorystyczne założenia średnio się sprawdzają, przynajmniej u mnie. Na sukces biegowy przekłada się tak wiele czynników, że naprawdę trudno przewidzieć jak to wyjdzie na finiszu. Teraz jestem w dobrej formie, a w jakiej będę za 3 tygodnie? Nie wiem. I nie wiem właściwie nawet w jakim czasie chcę przebiec ten maraton - może w 3:30, może w 3:20, a może 3:15. Było by fajnie jakby się udało tak polecieć! Cel pozostaje taki żeby się specjalnie nie "zajechać" (co znając mój charakter, jest powodem moich największych obaw;))  

Na trzy tygodnie przed startem nie mam maratońskiej strategii, nie mam strategii żywieniowej ani nie analizuję każdego dnia pod kątem ostatecznych przygotowań. Nie mam też stresu, a bardziej ciekawość jak będzie wyglądał ten mój 8 maraton uliczny i 13 w ogóle! 

motywator biegaczki marzenia

Na trzy tygodnie przed maratonem rozsądek (czasem daje o sobie znać;)) każe mi odpuścić mocny trening biegowy na rzecz siłowni - to z powodu bólu w okolicach piszczeli, który nie minął po dwóch dniach odpoczynku. Kłopot w tym, że ja po dwóch dniach bez sportu dosłownie "wychodzę z siebie"! Z całą pewnością wykazuję wszelkie objawy uzależnienia od wysiłku fizycznego i jak to bywa z każdym uzależnieniem niewiele jest rzeczy, które można z tym zrobić. Szczęśliwie... nie muszę nic z tym robić:) Mogę zwyczajnie mu się oddać - zmęczyć mięśnie, spocić się i od razu poczuć przypływ sił witalnych. Czas na kolejny mały krok do przodu!!! Nie ma nie mogę!

Jeśli nie możesz realizować planu krok po kroku, bo coś staje Ci na drodze - choroba, kontuzja czy natłok obowiązków to jeszcze nie znaczy, że masz się poddać! To znaczy, że masz działać - tylko trochę inaczej niż było zakładane na początku. Czasem trzeba na moment się zatrzymać, zwolnić lub coś zmienić - w treningu lub w życiu... Zawsze jest jakiś sposób. W zeszłym roku przebiegłam dwa maratony praktycznie bez przygotowania więc ten za trzy tygodnie też przebiegnę;) W tym roku celem jest 119km w Dolomitach. Marzenie. A marzenia wymagają sporo pracy. Nie ma nie mogę!



Komentarze ()