Mallorca

3 lata temu... narodziła się moja determinacja (między innymi;)

marzenie"Marzenie nie spełni się za pomocą cudu; tu potrzeba potu, determinacji i ciężkiej pracy" (Colin Powell) ... TAK... Moja córcia skończyła dziś 3 lata. Z tej okazji zabrałam ją do ZOO i na lody. Byłyśmy na placu zabaw; był też balonik i oczywiście prezenty. I wszystko było prawie perfekcyjnie. Prawie, bo przy trzylatce nigdy nie może być idealnie. Zawsze w którymś momencie dziecko będzie chciało jeszcze więcej, albo dokładnie odwrotnie niż chciało minutę wcześniej i raban gotowy:) Cóż, tak po prostu jest. Dzień perfekcyjny. Taaak, ale... mniej więcej w okolicach 19-ej poziom mojej energii osiągnął poziom zdecydowanie poniżej zera. Jeszcze naszykować kolację, zachęcić do zjedzenia pomidorów, wykąpać, umyć małą główkę, wysuszyć włosy... Niby drobiazgi... ale po wszystkim byłam zmęczona. Nie, byłam wykończona  i jedyne na co naprawdę miałam ochotę to zasnąć natychmiast - tu i teraz - to znaczy nawet na stojąco - w salonie lub w kuchni; wszystko jedno, byle zasnąć. Nie myśleć. Nic nie robić. Nic nie czuć. Wybrałam jednak trudniejszą drogę...

Jakimś sposobem zmobilizowałam się do treningu. Po wczorajszym bardzo mocnym bieganiu (3 x 3km w mocnym tempie) dzisiejszy trening tymbardziej do łatwych nie należał. Orbitrek, niekończące się powtórzenia "brzuszków", niełatwe ćwiczenie "plank", pompki, podciaganie na drążku i na koniec machanie hantelkami. Aż trudno uwierzyć, ze tyle dzisiaj zrobiłam! Motywacja? Paradoksalnie to zmęczenie mnie zmotywowało. Myśl, że przecież nie mogę odkładać moich marzeń do kosza z napisem "nieważne", bo nigdy się nie spełnią. Tak "marzenia wymagają sporo pracy"...

Trzy lata temu urodziłam dziecko i moje życie przewróciło się o 180 stopni; stało się to o czym piszą w kolorowych pismach - zmieniły się priorytety, oczekiwania, sposób spędzania wieczorów, organizacja życia itp. Ale zmieniło sie także coś jeszcze - we mnie jako biegaczce. Zyskałam nową motywację i odkryłam w sobie pokłady determinacji, o których istnieniu nie wiedziałam wcześniej. Od tamtego czasu zmieniło się moje bieganie, moje podejście do sportu i moje oczekiwania wobec siebie samej. Odkryłam nową inspirację i poznałam smak nowych wyzwań; pojawiły się nowe marzenia - dużo bardziej odważne niż kiedykolwiek wcześniej. Wiele tego, jeśli nie wszystko, zawdzięczam mojej córeczce. Na pewno kiedyś się dowie:)

Samopoczucie po dzisiajeszym treningu - zdecydowanie lepsze. Mięśnie zmęczone po ćwiczeniach, świadomość, że moje ciało staje się silniejsze, że przybliżyłam się o krok do celu zamiast się cofać sabotując własne wysiłki. Taaak - satysfakcja. Ogromna. I ostateczna decyzja co do jesiennego startu. Moja głowa jest gotowa na ultra...



Komentarze ()