Mallorca

Wszystkie szczypty szaleństwa 2015 roku;)

Miało go nie być, ale będzie – podsumowanie roku. Bo czasem warto spojrzeć wstecz i… pogratulować sobie sukcesów, ucieszyć się ile przeciwności udało się pokonać i jak wiele zrobić „mimo wszystko”; uśmiać się na wspomnienie niektórych sytuacji; wrócić pamięcią do miłych zdarzeń; przypomnieć sobie inspiracje, które się pojawiły; podziękować ludziom, którzy wnieśli coś dobrego i wartościowego do naszego życia. Tak, podsumowanie to dobry pierwszy krok w nowy rok:)

Na początku 2015 moje plany biegowe stanęły pod wielkim znakiem zapytania. Od listopada walczyłam z kontuzją stopy i w styczniu jeszcze podejrzewano u mnie pęknięcie kości śródstopia. Średni początek dla kogoś, kto naprawdę kocha bieganie, sport i aktywność. Ale... wyszło lepiej niż najśmielsze oczekiwania!

Styczeń:

Zimowa Bieszczadzka Dycha – II miejsce w open kobiet. Niestety ból stopy był koszmarny więc ten start to był mój jedyny trening biegowy przez maratonem w marcu… Ale warto było pobiec bo atmosfera biegu była świetna.

01

Luty:

Kierując się cytatem : „Pozbieraj swój żal i zmień go w ambicję” spędziłam ten miesiąc na siłowni – prawie każdego dnia robiłam pompki, brzuchy, podciągania i inne „cuda’, dzięki którym a) – nie zwariowałam z powodu niebiegania:) i b) przybrałam 2 kg masy mięśniowej!

001

Marzec:

Women’s Marathon na Majorce – IV miejsce:) Po 3 miesiącach bez biegania przeleciałam ten maraton w 3h 28min zaciskając zęby z bólu – „Jesteś tak silny, jak myślisz, że jesteś”. Od marca tego roku to jest mój topowy tekst.

02

Na Majorce poznałam jedną z najbardziej inspirujących kobiet - Kathrine Switzer. I spędziłam fantastyczny tydzień zwiedzając wyspę i pijąc lokalne wino…

03

Kwiecień:

Łódź Maraton DOZ – w roli kibica. Warto było stać na drodze te kilka godzin i dopingować biegaczy. Fajne przeżycie choć trochę mi było przykro, że sama nie biegnę…;)

04

ORLEN Warsaw Maraton – mój 10-y maraton – kolejny z bólem stopy i w zasadzie bez przygotowania – konkretniej bez biegowego przygotowania. Ciężko było, ale nabiegałam jakieś 3h 33min:) To 10y maraton w mojej biegowej historii:)

05

Maj:

Spędziłam kilka fantastycznych dni w Tatrach. Głównie na chodzeniu, ale udało mi się też m.in. wbiec na Kasprowy. 

06

Czerwiec:

XII Bieg Rzeźnika  - bez odpowiedniego przygotowania biegowego, z nadal bolącą stopą i wielkim znakiem zapytania wiszącym nade mną wystartowałam w parze z kolegą. Ukończyliśmy. I to był dla mnie najłatwiejszy bieg ultra:) Poza tym po 8 miesiącach to właśnie po Rzeźniku przestała mnie boleć stopa!

07

6 czerwca ukazała się moja książka „Kobieta w biegu”. Pamiętam, że długo nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę - jeszcze kiedy trzymałam pierwszy raz w ręku jej egzemplarz w wydawnictwie to wydawało mi się surrealistyczne. I czasem nadal się takie wydaje:) 

ksiazka

Od czerwca moja książka doczekała się kilkunastu pozytywnych recenzji:) Dostałam kilkanaście maili z podziękowaniami od kobiet, którym pomogła lub które zainspirowała. Kilka razy popłakałam się przy czytaniu tych słów. To chyba uważam za największy sukces tego roku i to nie w kontekście wydania książki, ale właśnie tych słów, które spłynęły od różnych ludzi, którzy ją przeczytali...

Pod koniec czerwca wzięłam udział w warszawskim biegu kobiet - Samsung Irena Run, gdzie można było osobiście spotkać ikonę polskiej lekkoatletyki - p. Irenę Szewińską:)

08

Lipiec:

Supermaraton Gór Stołowych w ponad 35-o stopniowym upale był niemałym wyzwaniem. Widoki wspaniałe, satysfakcja ogromna.

09

Łeba welcome to.  Wczasy nad morzem nie są moją wymarzoną bajką, ale radocha córki jest najważniejsza. Przy okazji udało mi się zaliczyć lokalny bieg Św Jakuba w Lęborku:)

10

Sierpień:

Maraton Karkonoski – tylko ja wiem jak bardzo mi się nie chciało tego zaczynać! A potem... 46km fenomenalnych widoków i ambitnych zmagań z czasem. 9 miejsce w open kobiet i chyba pierwsze miejsce w kategorii „najszczęśliwsza uczestniczka”! Później było ognisko, nowi znajomi. Ech… jest co wspominać!

11

Półmaraton w Aleksandrowie Łódzkim – no, ten bieg to mnie prawie wykończył tak było gorąco… uff, nie zapomnę jak w połowie walczyłam ze sobą – poddać się czy ukończyć… Cóż, nie poddałam się – w końcu… „jesteś tak silny jak myślisz, że jesteś”!

12

Wrzesień:

Festiwal Biegowy w Krynicy i start na 64km w Biegu 7 Dolin. Decyzja o starcie zapadła dość spontanicznie, podobnie jak i „strategia biegu”  - od 20km walczyłam o miejsce na podium. Przegrałam o 6 sekund, ale „tam, gdzie nie ma walki, nie ma siły” – tym startem zaskoczyłam samą siebie. I nabrałam ochoty na więcej!

13

Zostałam ambasadorką międzynarodowej organizacji 261 Fearless. Nowe ekscytujące doświadczenie w moim życiu. I morze inspiracji.

14

Spędziłam tydzień w Bieszczadach wędrując szlakami, których nie odwiedzałam ładnych parenaście lat.

15

Październik:

Przebiegałam cały z Drużyną DOZ. Nowe znajomości. Nowe doświadczenia treningowe. Motywacja.

17

Zapisałam się na Lavaredo Ultra Trail – 119 km w Dolomitach. Jest cel na 2016 rok!

18

Spotkanie autorskie w Empiku - nowe fajne doświadczenie:)

spotkanie2015

Byłam w Warszawie na urodzinach radia MUZO.fm gdzie miałam okazję zobaczyć na żywo kilka fenomenalnych zespołów:)

16

Listopad:

Zaliczyłam dwie choroby (a może w zasadzie cały przechorowałam…?) To był trudny miesiąc pod hasłem „Nigdy przenigdy się nie poddawaj” (Chrissie Wellington).

Spotkanie w związku z książką w sklepie biegowym w Warszawie. Pojechałam z gorączką 38+ ale nie mogło mnie nie być:)

ERGO spotkanie

Grudzień:

Zapisałam się na Chojnik Maraton – to będzie dobry trening przed Dolomitami.

„80% sukcesu to obecność” więc nawet kiedy ciężko jest się zmobilizować po prostu trzeba robić swoje. 

Bieg Gajusza im. Julii Gajzler – pod hasłem biegamy – pomagamy.

bieg julii

Przede mną jeszcze, tradycyjnie, Bieg Sylwestrowy w łódzkich Łagiewnikach.

 

Podsumowując... to był dobry rok. Kiedy przypominam sobie te 8 miesięcy walki z bólem, a jednocześnie widzę ile razy udało mi się ten ból pokonać i w ilu maratonach wziąć udział to sobie myślę - kurcze - nie poddałam się i myślę, że o to właśnie chodzi. Nigdy nie jest tak, że jest idealnie cały czas i że wszystkie okoliczności sprzyjają realizacji naszych celów i spełnianiu marzeń. Tak naprawdę sukcesy warto mierzyć patrząc na to ile przeciwności pokonaliśmy aby je osiągnąć. Fajnie móc spojrzeć wstecz i powiedzieć sobie - wow, udało się:) Jeszcze fajniej móc powiedzieć - wow, udało się - mimo wszystko!

I tego wam właśnie życzę, wszystkim, którzy czytują tego bloga, żeby wam się udawało osiągać to co planujecie, to o czym marzycie - nawet mimo wszystko. 



Komentarze ()